Nieprzypadkowość. Spektakl był jej pełen. Nieprzypadkowe słowa i szelesty sukni. Ale i nieprzypadkowe śnieżnobiałe sukienki małych dziewczynek, biała suknia Beatrix i na śnieżnobiałej koszuli czerwone[...]
Współczesny teatr rzadko interesuje się bogactwem wizualnym, jakie niosą ze sobą dramaty. Zatopiona w mrokach włoskiej opowieści o morderstwie historia miłości, a przede wszystkim niezwykłej postaci k[...]
Sztuka spotkała się z niezwykle żywymi reakcjami widzów, którzy zechcieli podzielić się swoimi opiniami bezpośrednio, drogą mailową lub listownie. Najciekawsze z tych opinii zamieszczamy poniżej. C[...]
Sztuka spotkała się z niezwykle żywymi reakcjami widzów, którzy zechcieli podzielić się swoimi opiniami bezpośrednio, drogą mailową lub listownie. Najciekawsze z tych opinii zamieszczamy poniżej.
Chociaż sto lat po napisaniu dramatu poddano krytycznej analizie bezwzględną władzę ojców nad dziećmi, to jednak wydaje się, że dyskusja nad stosunkami
w rodzinie ciągle nie jest zakończona. Przemoc w rodzinach nadal ma miejsce. Od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku otwarcie mówi się też o przemocy seksualnej w rodzinie i o następstwach traumy, jaką przemoc ta wywołuje.
Niezwykłe u Słowackiego jest to, że dramat spowodowany krzywdą doznaną od najbliższych nie narasta, nie piętrzy się w konsekwencji zdarzeń, lecz trwa w tym samym napięciu i nic, co zdarza się później, nie zmienia jego bezbrzeżności. Inscenizacja Beatrix Cenci, którą przygotował zespół Teatru im. Juliusza Słowackiego, wyreżyserowana przez Macieja Sobocińskiego, w przejmujący sposób utrzymuje to napięcie. Łatwo byłoby je zgubić, rozkładając akcenty na inne wątki, których u Słowackiego nie brakuje. Lub zaangażować widza w osąd moralny ofiary przemocy seksualnej, bez wahania zabijającej ojca-perpetratora. I
Interpretacja Sobocińskiego zostawia widza w moralnym dyskomforcie. Wyeksponowanie problemu oczyszczenia ze zmazy przez akceptację osoby kochanej i kochającej, oraz ostatecznej odmowy takiego oczyszczenia, powoduje, że chociaż Sobociński nie umieścił akcji w teraźniejszości, wychodzimy z teatru z poczuciem, że i my nie jesteśmy w porządku wobec ofiar przemocy, której świadkami często się stajemy.
Prof. dr hab. Jacek Bomba
Klinika Psychiatrii CM UJ
Dramaty Juliusza Słowackiego cechuje głównie wizyjność, fantasmagoryczność, koszmar, senność, gotycyzm, a także cielesność, namiętność, seksualność
i transgresyjność oraz ewidentne nawiązania do twórczości Szekspira. Wszystkie te elementy pojawiają się w znakomitej realizacji Beatrix Cenci
w Teatrze im. Juliusza Słowackiego. Dzięki temu spektakl staje się sugestywnym studium wszechogarniającego pożądania, w którym niebezpiecznie miesza się miłość i śmierć - Eros i Thanatos. Na szczególną uwagę zasługuje tu scenografia i operowanie światłem. Twórcy rewelacyjnie wykorzystali przestrzeń teatru - zarówno scenę, jak i widownię - co wpływa na budowanie napięcia oraz atmosfery grozy i tajemniczości.
Mgr Mateusz Skucha
Doktorant, Wydział Polonistyki UJ
Bardzo interesujący spektakl, z dużym rozmachem inscenizacyjnym.
Prof. dr hab. Wojciech Ligęza
Literaturoznawca, Wydział Polonistyki UJ
Reżyser Maciej Sobociński przy użyciu nowatorskich środków artystycznego wyrazu dokonuje ciekawej i nieszablonowej rewizji nieco zapomnianej sztuki naszego wieszcza. W jego interpretacji Beatrix Cenci to fascynujący dramat historyczny o szaleństwie i moralnym upadku instytucji – tematach wciąż aktualnych.
Bartosz Wójcik
Maturzysta, Laureat Olimpiady Polonistycznej 2009
Siła oddziaływania tego przedstawienia bierze się z ponadczasowości tekstu, wizualnego rozmachu i znakomitego aktorstwa. W pamięci pozostaje porywająca rola tytułowa Dominiki Bednarczyk, bardzo intensywna emocjonalnie. Muzyka Bolesława Rawskiego doskonale współtworzy napięcia sztuki i buduje jej nastrój. Spektakl ten głęboko mnie poruszył.
Michał Nagy
Muzyk
Nie spodziewałam się, że Słowacki może być tak interesujący i współczesny. Ponad dwugodzinna sztuka, pełna niespodziewanych zwrotów akcji, trzymała w napięciu do ostatnich minut. Sobociński po raz kolejny pokazał, że potrafi interpretować klasyków w sposób współczesny, nie zatracając jednocześnie przesłania oryginału. Zarówno postaci, dźwięk, jak i scenografia, znakomicie współgrały ze sobą. Dlaczego to przedstawienie jest inne niż wszystkie? Ma ono wyjątkowy klimat, atmosferę thrillera i przełamuje stereotypy. Na szczególną uwagę, moim zdaniem, zasługuje scenografia. Ogromna, powiększona na potrzeby spektaklu scena, jest genialnie zagospodarowana. Znakomite kreacje Anny Tomaszewskiej i tytułowa rola Dominiki Bednarczyk. Być może niektórym nie spodoba się współczesna aranżacja tekstu, być może odejście od scenicznych realiów XVI-wiecznego Rzymu nie przypadnie wszystkim do gustu. Jednak jedno jest pewne - obok Beatrix Cenci nie można przejść obojętnie.
Magdalena Woźniakowska
Szefowa Redakcji Informacyjnej
Prezenterka Radia17
Gdybym sam miał opowiedzieć tę historię, to zapewne zwróciłbym większą uwagę na nieco inne wątki, inaczej rozłożył akcenty. Jestem jednak wdzięczny, że ktoś przedstawił mi inny punkt widzenia. Świetna interpretacja, dobry spektakl.
Dr Artur Paszko
Dyrektor Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego
W zasadzie nie jestem wielbicielem teatru posługującego się tzw. środkami audiowizualnymi, co teraz nazywa się multimedialnymi. Jednak kiedy zobaczyłem wysuniętą, ale i wysuwającą się scenę, kiedy z offu zabrzmiał poważny głos lektora, gdy w tle pojawiły się ruchome obrazy filmowe, współgrające z tym, co na scenie, uznałem, że konwencja ta została wykorzystana słusznie i rozważnie. Piszę: „rozważnie”, bo nie zdominowała ona energicznego spektaklu, który jest grany w „Słowackim” z okazji Roku Jubileuszowego. Osoby siedzące bliżej sceny przeżywają spektakl znacznie mocniej, widząc mimikę aktorów, którzy nie oszczędzają się i nie są oszczędzani. Werystyczne sceny przybliżają wszystko do współczesności, choć oczywiście przeszkodą jest język Wieszcza (niekoniecznie mój ukochany). Beatrix Cenci w realizacji Sobocińskiego to wydarzenie w Krakowie.
Prof. Piotr Kunce
ASP Kraków
Obejrzałam mądre i przejmujące przedstawienie o wewnętrznej harmonii, gdzie treść i forma – mimo inscenizacji wykorzystującej najnowsze techniki wizualne – pozostały w równowadze. Maciej Sobociński nie poddał tekstu żadnym innowacjom adaptacyjnym, można powiedzieć, że potraktował go „po bożemu”, z dużą dbałością i pokorą twórczą. I właśnie ten brzmiący archaicznie w warstwie językowej dramat umieścił w nowoczesnych ramach inscenizacyjnych. Dzięki temu zabiegowi Beatrix Cenci stała się czytelna dla współczesnego widza, przekazując mu ponadczasową prawdę o kruchości losu ludzkiego w zderzeniu ze złem i nikczemnością. Gra całego zespołu aktorskiego jest godna podziwu. Szczególnie zachwyciła mnie Dominika Bednarczyk. Jej Beatrix – osamotniona, zbrukana krwią ojca – jaśniała na scenie wewnętrzną czystością
i siłą. To było wspaniałe przeżycie.
Anna Konturek
Polonistka
Inscenizacja jest niezwykle rozbudowana. Jednych może to razić, innym się podobać. Umieszczenie mało atrakcyjnego, tracącego myszką tekstu Słowackiego w klimacie horroru jest odważnym zadaniem, którego podjął się reżyser po to, by Słowacki zaistniał w świadomości młodszych widzów. Udało mu się? Poniósł porażkę? Przesadził? Proponuję wybrać się do teatru i samemu ocenić. Moim zdaniem wykonał swoje zadanie porządnie.
Krzysztof Koehler
TVP Kultura
Beatrix Cenci to bardzo smutna historia, pięknie opowiedziana poprzez grę aktorów, dźwięk i światło. Przestrzeń dostępną w teatrze wykorzystano do maksimum, dając możliwość każdemu widzowi (bez względu na miejsce, które zajmuje) śledzenia wszystkich postaci biorących udział w tej historii. Buduje to wrażenie jakby sam widz bezpośrednio uczestniczył w tych tragicznych wydarzeniach. Uwagę przykuwają także trzy „demoniczne” Furie. Te abstrakcyjne postaci tworzą wręcz psychodeliczny klimat, przenosząc akcję do kolejnego wymiaru. Jednak ogólnie bardzo pozytywne wrażenie, jakie robi sztuka, burzy nieco kilka scen zagranych dość agresywnie.
Joanna Seweryn
Studentka Politechniki Krakowskiej
Miałem przyjemność być na sztuce Beatrix Cenci. I przyznam, że byłem oczarowany i zachwycony całym spektaklem, który jest zrealizowany w konwencji wielkiego widowiska, gdzie dużą rolę odgrywa barwa i ruch. Przede wszystkim ruch. Imponujący jest ruch aktorów, ich umiejętności i gra ciałem. W moim odczuciu sztuka jest bardzo szekspirowska. Zbrodnia, dramat. Zaczyna się od pewnego złamania tabu sceny - wyjścia w widownię, przeniesienia olbrzymiej sceny do przodu. Ale jeżeli już wprowadziliśmy widza na scenę - bo widzowie siedzą na scenie – to brakowało mi troszeczkę wciągnięcia ich w akcję. Jeżeli scena jest ruchoma, to powinna ona konsekwentnie być ruchoma. Mam na myśli ruch sceny - bo to jest bardzo ładny, dobry pomysł, który powinien akcentować albo zmiany miejsca, albo zmianę czasu. Dobrze zastosowane zostały techniki video.
W całości rzecz imponująca - olbrzymi barwny fresk, wspaniała scenografia. Myślę o kolorze. Gra kolorem została wspaniale wykorzystana. Sceny obsceniczne nie przekraczają pewnej granicy, nazwijmy to, umowności i nie rażą, mimo, że są odważne. Uważam, że w całości spektakl jest bardzo nowatorski. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać czy Teatr im. Juliusza Słowackiego, który jest klasycznym, pięknym teatrem secesyjnym, jest do tego stworzony? Tak! On się w to wpisał. Sądzę, że jest to jakaś nowa, przełomowa rzecz, w której teatr otworzył się na zupełnie nową koncepcję prezentacji sztuki, znanej przecież, ale rzadko grywanej. I warto w tym kierunku iść!
Prof. dr hab. Olgierd Smoleński
Lekarz medycyny
Zobaczyć na scenie Annę Tomaszewska w roli Matki Cenci oraz młodych aktorów: Dominikę Bednarczyk w znakomicie zagranej roli tytułowej, Radosława Krzyżowskiego (Giano Giani), Marcina Kuźmińskiego (Padre Negri) czy Grzegorza Mielczarka w roli Wielkiego Inkwizytora – pomaga uwierzyć w moc dobrego aktorstwa, w siłę oddziaływania i przekonywania w najbardziej złożonych i brutalnych, a przez to tragicznych zdarzeniach. Dramat Juliusza Słowackiego to wbrew powierzchownym odczuciom, przede wszystkim dramat sumienia, utrzymany w duchu szekspirowskim. I pewnie ci świetni aktorzy, którzy na scenie potrafią dobrze i przekonywująco posługiwać się językiem wielkiego wirtuoza słowa polskiego, jakim był Słowacki, mieliby większe możliwości i większe powody do satysfakcji, gdyby w spektaklu zdołano uniknąć odniesień do doświadczeń telewizyjnej widowiskowości. Widzowie umieliby też docenić wprowadzenie przerwy, która jest w tym spektaklu wielce pożądana. Porządkowałaby ona w sposób naturalny jego kompozycję i artystyczną wymowę. Jestem również wdzięczny za to, że reżyser nie odważył się zmieniać tekstu Słowackiego (a są to, niestety, przypadki w praktyce teatralnej coraz częstsze), choć z zakresem skrótów przez niego poczynionych można by polemizować.
Stanisław Dziedzic
Dyrektor Wydziału Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Urząd Miasta Krakowa
Bardzo długo żyję i miałem okazję oglądać Beatrix Cenci w 1937 roku, w wykonaniu klasycznym, też w Teatrze im. Juliusza Słowackiego, w świetnej obsadzie, z główną rolą kreowaną znakomicie przez Zofię Jaroszewską. Był to piękny spektakl, preferujący tekst. Ale od tego momentu upłynęło dużo czasu.
I teraz, siedemdziesiąt lat później, zostałem poruszony zupełnie inną koncepcją pokazania tej sztuki. Zmieniła się percepcja - szczególnie młodego pokolenia –
i do tej percepcji muszą być też dostosowane inne formy przekazu.
Koncepcja przedstawienia sztuki toczy się a rebours - od wnętrza człowieka. Chodzi o to, żeby pokazać wszystko, co dzieje się w duszy każdego człowieka, który staje przed ekstremalna decyzją. To decyzja popełnienia zbrodni i stan po popełnieniu zbrodni. Mamy tu do czynienia z głęboką psychoanalizą jednostki ludzkiej, pokazaną środkami wyrazu, które charakteryzują obecną fazę kultury informatycznej. To, co działo się kilka wieków temu w rodzinie Cencich, występuje i dzisiaj. Takie dramaty ludzie przeżywają również dziś, rozgrywają się one w ich wnętrzach. To ogromnie śmiała i udana próba, ale trzeba też zrozumieć intencje tej inscenizacji, gdzie epicka dramaturgia nie jest rzeczą najważniejszą - ważniejszy jest ogląd człowieka od jego wnętrza, wyrażony środkami, które daje nowoczesna aparatura, jakiej dawniej nie było. Nowatorstwo tej inscenizacji jest niejako wyjściem w kierunku form, które dzisiaj są już normą w inscenizacjach zachodnich. Chodzi w tym przypadku nie tylko o inscenizacje teatralne, ale odnosi się to także do dydaktyki, ponieważ akademie sztuk pięknych na Zachodzie nie dzielą już dyscyplin na malarstwo, grafikę i rzeźbę, ale posługują się nimi jako równoczesnymi multimedialnymi środkami wyrazu. I poprzez różne instalacje tworzą one przekazy sztuki, które są odbierane przez młode pokolenie.
Dr Maciej Tomaszewski
Lekarz medycyny
Pragnę złożyć gratulacje reżyserowi Maciejowi Sobocińskiemu oraz aktorom i wszystkim osobom odpowiedzialnym za spektakl. Dawno nie przeżyłam tak wyjątkowego wieczoru i nie miałam wrażenia uczestnictwa w czymś wielkim.
Marta Pietrzak-Ulańska
Opinia nadesłana mailem
"Beatrix Cenci" to utwór wystawiany rzadko w teatrze - zupełnie niezasłużenie. Dramatyczna historia XVI-wiecznego włoskiego rodu Cencich, przesycona nieustającym, wręcz potęgującym się napięciem, przy[...]