Teatr Słowacki w Krakowie
EN | PL
Zemsta
Genius Loci
Z_biegiem lat_z_biegiem_dni
szklanepaciorki
dom_dzwieku
Teatr w Krakowie. Prolog
Wyzwolenie
Plastiki
In Dreams
Strona główna Aktualne spektakle Archiwum spektakli
 
Aktualności Repertuar Spektakle Zespół Teatr Galeria Bilety

Aktualne spektakle

Harold Pinter

Kochanek - Scena Miniatura (miejsca nienumerowane)

reżyseria: Józef Opalski
opracowanie muzyczne: Józef Opalski
kostiumy: Agata Duda-Gracz
scenografia: Agata Duda-Gracz
reżyseria światła: Katarzyna Łuszczyk
asystent reżysera: Michał Kurkowski (PWST)
konsultacje muzyczne: Bartosz Sałdan
inspicjent : Agata Schweiger

Sztuka zaliczana do arcydzieł Harolda Pintera – nieżyjącego już, wybitnego dramatopisarza angielskiego, laureata Nagrody Nobla w 2005 roku. Misternie skonstruowany, pasjonujący obrazek z życia pary małżeńskiej, wikłającej się w niebezpieczną grę w zdradę. Mieszając konwencje rodem z Becketta i teatru absurdu z najlepszymi wzorcami dramatu psychologicznego Pinter bada granice prawdy i fikcji, dokonując bezwzględnej wiwisekcji rozpadu relacji międzyludzkich.

Zwycięzca 5 Plebiscytu Publiczności na najlepszą premierę 2012 roku w kategoriach: spektakl, reżyseria, scenografia, aktorka, aktor.

Spektakl dla widzów dorosłych!

Ceny biletów:

normalne - 45 zł

ulgowe - 35 zł

 

Premiera: 18.02.2012

Czas trwania: 55 min


Obsada:

On:   Grzegorz Mielczarek (gościnnie)

Recenzje:

Paweł Głowacki, Dzień po dniu, do końca, /Dziennik Polski/, 27.02.2012

(...) W wyreżyserowanym przez Józefa Opalskiego „Kochanku” Harolda Pintera jest tylko scena. Szekspir rzekłby może: świat - kwadratem gry, którego nie da się opuścić przed końcem oddychania. (...) Gra[...]

...

(...) W wyreżyserowanym przez Józefa Opalskiego „Kochanku” Harolda Pintera jest tylko scena. Szekspir rzekłby może: świat - kwadratem gry, którego nie da się opuścić przed końcem oddychania. (...) Grają. Oni - żona i mąż - niczym jakieś pająki Melpomeny, z ruchów, dotknięć, spojrzeń, słów, śliny i oddechów lepią kolosalną sieć iluzji. Ona będzie każdą dziwką jego popołudni, on - kochankiem, który, gdy mąż w pracy, przychodzi codziennie, by łechtać ją tak, jak mąż nie potrafi. A po chwili ściągają maski, znów są sobą, ale tylko po to, by za sekundę kolejny raz nie być sobą. Nie być sobą? Może odwrotnie? Co jest prawdą? Mentalne maski czy realne twarze?

Grają, zaś pod skórami buzują od lat skrywane jady. Ciemności pęcznieją i zaczynają wyłazić przez oczy, przez wargi, przez palce. Zaczyna się potworność - skrajnie bolesna potworność, bo w skrajnie ascetyczny sposób podana. Właśnie. To jest sedno mocy seansu Opalskiego. Asceza, namiętności trzymane na smyczy najkrótszej z możliwych. I to też jest istota zachwycająco czystego aktorstwa Bednarczyk i Mielczarka. Dwie kry grają z sobą w rozkosz, kry, którymi można podpalać. Jeszcze inaczej powiem. Kwadrat sceny jest niczym szachownica, choć brak białych i czarnych pól. Czy możliwe, by na szachownicy została tylko czarna królowa i biały król, bądź odwrotnie, i by gra toczyła się dalej, do śmierci, na zasadach pata? Nie wiem. Wiem tylko, że u Opalskiego Bednarczyk i Mielczarek są w gestach doskonale taktowni - przypominają rzeczone figury z drewna lub porcelany. Tylko że oni - parzą.

W tym "Kochanku" nie ma śladu łatwizny epatowania publiki bebechowatym, czyli tanim erotyzmem. Jest tylko brak litości Pintera i Opalskiego, Bednarczyk i Mielczarka - brak litości opowieści czystej, zrobionej wyłącznie z tego, co niezbędne, a raczej co nieuchronne. Dotyki, spojrzenia, garść słów jak gwoździe. To wszystko. Żadnych naddatków, żadnych ozdobników, żadnych arabesek. Nie ma miasta za oknami, których nie ma. Nie ma pocieszeń, ani z góry, ani z boku. Między ścianami ze stu znużonych różańców dwoje w białych golfach próbuje przez godzinę przełknąć samotność, własne ciemności rozsmarowując wzajem na skórach.

 

Aleksandra Sowa, Mroczna gra w prawdę, /portal Teatr dla Was/, 05.03.2012

(...) Dwójka aktorów otoczona przez świetliste sznurki koralików, odwraca się od siebie, siada, rusza w rytm niepokojącej muzyki, ale nie schodzi z ringu. Ma do dyspozycji tylko dwa krzesła i bongo (k[...]

...

(...) Dwójka aktorów otoczona przez świetliste sznurki koralików, odwraca się od siebie, siada, rusza w rytm niepokojącej muzyki, ale nie schodzi z ringu. Ma do dyspozycji tylko dwa krzesła i bongo (którego użycie jest synonimem stosunku seksualnego). Reszta - papierosy, alkohol, meble - jest wyobrażona. Właściwie nic w przedstawieniu nie jest jednoznaczne, nie wiadomo też czy w ogóle jest prawdziwe: ani przemoc, ani nagość, ani seksualne gesty, ani sama relacja nie są tym czym są - dla każdego, kto na nie patrzy stają się osobistym doświadczeniem, metaforą własnego przeżycia. Może uczucie niepokoju i klaustrofobiczny lęk, które towarzyszą oglądaniu "Kochanka", to właśnie efekt partycypacji, głębokiego wejścia w zdarzenie teatralne. Ta upiorna możliwość utożsamienia jest chyba najohydniejszym i najbardziej nachalnym sposobem wciągnięcia widza w spektakl bez fizycznego zaangażowania. A jednocześnie wyrazem absolutnego słuchu, świadomości i dojrzałości osób tworzących sztukę, w której niebezpiecznie perfekcyjne jest niemal wszystko: od minimalistycznej scenografii Dudy-Gracz, która przywodzi na myśl buduar, a jednocześnie wnętrze głowy, umysłu, świadomości, przez reżyserię świateł Katarzyny Łuszczyk, sugerujących znaczenia, ukazujących tropy, ale jednocześnie pozostawiających niedopowiedzenia, aż po grę aktorską pary Bednarczyk - Mielczarek, którzy po raz kolejny udowodnili niebywałą dojrzałość i niemal nieograniczoną możliwość przystosowania, wyzbycia się wszelkich form i manier scenicznych.

 

Maria Anna Piękoś, Kochanek mojej żony, /Dziennik Teatralny Kraków/, 31.03.2012

(...) Z mroku wyłania się pokój. Jego granice wyznaczają „ściany” złożone z zasłon z migotającymi koralikami. Klaustrofobiczna przestrzeń mieści w sobie tylko dwa krzesła i tylko dwoje ludzi. Wydaje [...]

...

(...) Z mroku wyłania się pokój. Jego granice wyznaczają „ściany” złożone z zasłon z migotającymi koralikami. Klaustrofobiczna przestrzeń mieści w sobie tylko dwa krzesła i tylko dwoje ludzi. Wydaje się, że to i tak zanadto. Kobieta i mężczyzna – ubrani w białe bluzki i ciemne spodnie – siedzą naprzeciw siebie, otuleni światłem dwóch lamp, płynącym na nich z góry. Rozmawiają o Jej kochanku, który ma się zjawić w domu. Otwartość tych dwojga wprawia nas w konsternację, zwłaszcza, że są małżeństwem. Ale oni bynajmniej się tym nie przejmują. Tańczą – mechanicznie, hipnotycznie, nie przekraczając okręgów światła. Nadal z dala od siebie. (...)

Spektakl Józefa Opalskiego „brudzi” widza. Może czuć się zmieszany takim wtargnięciem w czyjąś prywatność, w środek konfrontacji dwojga ludzi, którzy nie chcą powiedzieć sobie całej prawdy. Zabawa w kotka i myszkę – bez skojarzeń, jakie mimo wszystko bardziej pasują do klimatu przedstawienia – staje się równie klaustrofobiczna, co scena. Wydawało mi się, iż również aktorzy byli nią zmęczeni. „Brudzi” także erotyzm spektaklu, prowokująca nagość Dominiki Bednarczyk, która staje się dla jej bohaterki znakiem największego poniżenia. Ona i On, nazwani przez siebie tylko na chwilę, dla utrzymania pozorów realności, pozostają anonimowi, stają się niczym „face in hole” – wielu ludzi mogłoby wstawić swoją twarz w puste miejsca makiet tych dwóch postaci.

Dominika Bednarczyk i Grzegorz Mielczarek mieli trudne zadanie – zagrać w TEJ przestrzeni TE role. Ona była jednocześnie łagodna i bezkompromisowa, On – uległy i okrutny. Dwoje ludzi, dwie natury, cztery role – czy tu zmieści się jeszcze miłość?

 

Justyna Nowicka, O EURO i innych wydarzeniach, /Kraków/, 01.07.2012

(...) To dramat zaliczany do arcydzieł noblisty – misternie skonstruowany obrazek z życia pary małżeńskiej wikłającej się w niebezpieczną grę w zdradę. Temat trochę jak z Bergmana. W roli małżonków id[...]

...

(...) To dramat zaliczany do arcydzieł noblisty – misternie skonstruowany obrazek z życia pary małżeńskiej wikłającej się w niebezpieczną grę w zdradę. Temat trochę jak z Bergmana. W roli małżonków identycznie ubrani w białe golfy i czarne spodnie Dominika Bednarczyk i Grzegorz Mielczarek, jak para bliźniąt, trochę bezpłciowych niczym postaci ze sztuk Becketta. Ten trop będzie ważny.

Tym razem scenografia jest minimalna, prawie brak rekwizytów. Otoczenie aktorów przywodzi na myśl scenerię jakiegoś teatru. Małżonkowie grają przecież przed sobą i dla siebie. Spokojna i błaha konwersacja szybko zmienia się w pełen wzajemnych oskarżeń dialog, nie brakuje agresji nie tylko słownej, ale i fizycznej. Spektakl nieprzypadkowo adresowany jest do widzów dorosłych. I nie chodzi tu o pospolite obscena, ale o bezwzględność, brutalność i dosadność scenicznych obrazów. To spektakl bardzo chłodny, zimny, wykalkulowany, po którym na długo po wyjściu z teatru pozostaje doświadczenie brutalności.

 

Łukasz Maciejewski, Perwersyjna gra w Słowackim, /Gazeta Krakowska/, 03.07.2012

Oglądając udaną krakowską adaptację rzadko wystawianego w Polsce tekstu w reżyserii Józefa Opalskiego, ma się wrażenie jakby sztuka została napisana wczoraj. To w dużym stopniu zasługa uniwersalnego t[...]

...

Oglądając udaną krakowską adaptację rzadko wystawianego w Polsce tekstu w reżyserii Józefa Opalskiego, ma się wrażenie jakby sztuka została napisana wczoraj. To w dużym stopniu zasługa uniwersalnego tematu. (...) Pinter opisuje małżeńskie relacje ostro, bez cienia artystowskiej egzaltacji.

Doskonale obsadzeni Dominika Bednarczyk i Grzegorz Mielczarek, podczas trwającego zaledwie godzinę spektaklu, wiarygodnie pokazują wszystkie kolory związku dwojga ludzi. Trwa długi seans samobiczowania. Podobnie ubrani bohaterowie, w ściśle przylegających do ciała białych golfach, w rytmie znakomicie dobranej muzyki swingującego Londynu, wchodzą w role domniemanych lub rzeczywistych kochanków, zadają rany, wpadają w histerię, przebaczają winy. Scenografia zaprojektowana przez Agatę Dudę-Gracz, jest umowna. Żadnego małego realizmu, nie ma biurka meblościanki, łóżka – tylko osaczający bohaterów i widzów sznur korali nawleczonych na niewidzialne nitki, którymi jednak najwyraźniej ktoś pociąga. Kto? Przypuszczalnie my sami.(...) bohaterowie „Kochanka” Graja va banque, ryzykują wszystko co jeszcze posiadają: Ona – intymność, On – dobre angielskie wychowanie. Żeby ocalić miłość, zabijają szlachetność. Kobieta wchodzi w rolę dziwki, mężczyzna sadystycznego samca. (...)

Zamierzenia się powiodły. Stara psychodrama wciąż mocno uwiera. Jest jak drzazga, jak rana, z którą każdy widz będzie musiał zmierzyć się samodzielnie.

 

 

 

Magdalena Talar, Męska gra, /Dziennik Teatralny Kraków/, 06.07.2012

(…) Mały prostokąt sceny, zalany prawie kompletną ciemnością, z trzech stron otoczony jest zwisającą z góry zasłoną, wykonaną z czarnych sznurków, na które nawleczone zostały czarne, połyskujące drewn[...]

...

(…) Mały prostokąt sceny, zalany prawie kompletną ciemnością, z trzech stron otoczony jest zwisającą z góry zasłoną, wykonaną z czarnych sznurków, na które nawleczone zostały czarne, połyskujące drewniane kulki. Przy odpowiednim oświetleniu tworzą interesujące wizualne efekty. Kiedy się poruszają, ich akustyczne właściwości także przyczyniają się do stworzenia odpowiedniego nastroju. Na środku stoją dwa krzesła, ułożone w pewnej odległości od siebie, zwrócone w stronę widowni. Na początku w wyciemnionej sali z ciemności wyróżnia się jedynie biały kolor bluzek dwóch siedzących w głębi sceny postaci. Kobieta i mężczyzna, mąż i żona, kochanka i kochanek. Często i dość gwałtownie zmieniać będą te role, jakby przyjmowali je tylko na chwilę. Oboje ubrani są w białe, dopasowane golfy i czarne spodnie. Kobieta nosi wysokie obcasy. Sytuacja już z założenia jest dość absurdalna. Mąż grzecznie wypytuje żonę o jej schadzkę z kochankiem. Ona spokojnie mu o wszystkim opowiada. Gra słowna, którą tutaj prowadzą, nie rozgrywa się jednak na poziomie słów – składnych, konwencjonalnych, ale w istocie pustych. To, co najważniejsze, dzieje się pomiędzy nimi: w przelotnym spojrzeniu, lekkim wstrzymaniu oddechu czy zbyt wyraźnie opanowanym geście. Taki też jest ich taniec – rozmowę prowadzą bowiem nie tylko siedząc na odwróconych do widowni krzesłach, ale także podczas tańca. Poruszają się w takt muzyki osobno, ustawieni na wprost siebie, w pozie nieustannie konfrontacyjnej. Używają do tego bardzo powściągliwych, ale za to precyzyjnych ruchów, jakby operowali tylko niektórymi mięśniami własnego ciała, jakby za wszelką cenę nie chcieli dać się ponieść.

 

Druga część spektaklu wydaje się bardziej perwersyjna, bohaterowie pozwalają sobie na zdecydowanie więcej. Następuje zmiana ról i mamy przed sobą teoretycznie legalną schadzkę kochanków, pełną erotycznych podtekstów i realnego wejścia w kontakt fizyczny, tak wypierany z pierwszej części. Wydaje się on jednak zbyt dosłowny, jakbyśmy oglądali na scenie coś w rodzaju thrillera erotycznego. Tutaj też bardzo wyraźnie ujawnia się męska perspektywa twórcy spektaklu – tylko kobieta obnaża się całkowicie, wystawiając się na męskie spojrzenie, staje się bezbronna. Mężczyzna cały czas pozostaje w ubraniu, kontrolując sytuację i siebie. Końcowy akcent w tym uczuciowym splątaniu sprowadza kobietę do ciała, jakby był to jej ostateczny argument z braku innych. W istocie ujawniający jednak jej słabość.

 

Kochanki nie ma w tytule. Gra toczy się tu zatem o mężczyznę. Kobieta może tylko zrzucić ubranie.

 

Tomasz Kaczorowski, Pułapka perwersji, /www.tomaszkaczorowski.blogspot.com/, 28.10.2012

Aktorzy osiągają wyżyny swojej profesji. Para Bednarczyk – Mielczarek jest rzeczywiście świetna. Rozumieją się bez słów. Wchodzą w postaci tak bardzo, że spektakl kończą ze łzami na twarzy – ale nie t[...]

...

Aktorzy osiągają wyżyny swojej profesji. Para Bednarczyk – Mielczarek jest rzeczywiście świetna. Rozumieją się bez słów. Wchodzą w postaci tak bardzo, że spektakl kończą ze łzami na twarzy – ale nie takimi łzami, które ciekną strumieniami, ale pojedynczymi kroplami błyszczą na policzkach, podczas gdy mówią na tym samym tonie. Nie drażnią u nich erotyzm i nagość.

Całość jest perfekcyjnie wyważona. Nie ma momentów zakłócających odbiór. Napięcie rośnie stopniowo i osiąga apogeum pod koniec. Bardzo oszczędny ruch sceniczny hipnotyzuje. Świetne chwyty formalne (światło, rekwizyty). Chciałoby się powiedzieć: spektakl doskonały.

Całość recenzji

 

Monika Sobieraj, Pięćdziesiąt twarzy Kochanka, /dziennikteatralny.pl/, 11.06.2015

Na początku trzeba dla odmiany uczciwie przyznać i uprzedzić, że pytania pozostają bez odpowiedzi, gdyż ani autor tekstu – Harold Pinter – ani reżyser Józef Opalski nie spieszą nam z pomocą. [...]

...

Na początku trzeba dla odmiany uczciwie przyznać i uprzedzić, że pytania pozostają bez odpowiedzi, gdyż ani autor tekstu – Harold Pinter – ani reżyser Józef Opalski nie spieszą nam z pomocą.

Robią nawet rzecz straszniejszą – wciągają nas w intymny pojedynek dwójki obcych ludzi, nie pytając czy chcemy; a z czasem pewne pragnienia i obrazy w nas ukryte zaczynają odbijać się w bohaterach i z dezorientacją stwierdzamy, że już wszyscy nie jesteśmy sobie tacy obcy, jak jeszcze chwilę temu.

(...) Poprzez odważne, brutalne sceny, ostre i ciężkie dialogi, uwydatnione szczególnie przez tło utkane z ciszy, poprzerywane miejscami rytmicznymi dźwiękami bongo, niezwykle wyrazista staje się prawda, która może razić widza. Pisząc słowo „prawda", zdaje sobie sprawę z paradoksu jego użycia, gdyż spektakl składa się z kolejno odkrywanych masek, kłamstw, złudzeń – jego istotą jest gra. Skąd tu zatem nagle owa prawda?

Płynie ona z emocji, zachowania bohaterów, odsłania nasze pragnienia, brudne myśli, które oglądamy na scenie, tyle, że są one udziałem kogoś innego. Na wielkie uznanie w kwestii budowania postaci i całej atmosfery zasługują aktorzy – Bednarczyk oraz Mielczarek. Weszli doskonale w swoje role, przesiąknęli nimi na tyle i stworzyli intymną nić porozumienia, że spektakl zakończyli łzami. Naturalna reakcja na zrzucenie z siebie takiej bomby emocjonalnej. Trzeba też stwierdzić, że gdyby nie dojrzałość i świetny warsztat aktorów, to sztuka stałaby się nużącą opowieścią o nudnym pożyciu małżeńskim ze zdradą w tle. To aktorzy nadali jej charakteru psychodramy, która jest dominantą jeśli o teksty Pintera chodzi.

Podsumowując już całość – Józefowi Opalskiemu możemy pogratulować wyboru obsady, której gra doprowadziła „Kochanka” do zwycięstwa.

całość recenzji

 

Joanna Marcinkowska, Napięcia ostateczne, /Dziennik Teatralny Kraków/, 23.06.2015

Miałam na studiach przyjaciela. Wymyślił on kiedyś powiedzenie „Jak z Pintera, jak z Mrożka". Oznaczało dojście do pewnego kuriozum w relacjach międzyludzkich, które obserwowaliśmy na co dzień. „Koc[...]

...

Miałam na studiach przyjaciela. Wymyślił on kiedyś powiedzenie „Jak z Pintera, jak z Mrożka". Oznaczało dojście do pewnego kuriozum w relacjach międzyludzkich, które obserwowaliśmy na co dzień. „Kochanek" w reż. Józefa Opalskiego wręcz doskonale ilustruje tę swoistą metaforę. Pokazuje codzienność, która szybko staje się chimerą, nie pozwalającą normalnie funkcjonować – przez gromadzące się podskórnie emocje.

(...) Grzegorz Mielczarek i Dominika Bednarczyk poruszają się po scenie miękko i cicho jak koty. Muzyki w spektaklu jest niewiele. Ich wspólna przestrzeń odarta jest nawet z dźwięku. Zostają emocje w czystej postaci.

(...) Gdzie jest granica naszej tolerancji w relacji z drugim człowiekiem? Jak daleko jesteśmy w stanie posunąć się, chcąc być panem sytuacji? I czy pamiętamy, że każda dobra moneta ma swój ukryty w cieniu rewers?

 całość recenzji     
Adres: pl. Św. Ducha 1, 31-023 Kraków centrala: 12 424 45 00, 12 424 45 11, 12 424 45 44 e-mail:
Uwaga: ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej informacji o celu ich używania i zmianie ustawień przeglądarki znajdziesz tutaj. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Czym są pliki "cookie" - „ciasteczka”?


Poprzez pliki „ciasteczka” należy rozumieć dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, przechowywane w urządzeniach końcowych użytkowników przeznaczone do korzystania ze stron internetowych. Pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie użytkownika i odpowiednio wyświetlić stronę internetową dostosowaną do jego indywidualnych preferencji. „Ciasteczka” zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer.

Pliki cookies, wykorzystywane są w celu: tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, które pomagają zrozumieć w jaki sposób użytkownik korzysta ze stron internetowych dostosowanie zawartości i wyglądu strony do preferencji użytkownika

Używane ciasteczka na naszej stronie


  1. PHPSESSID - identyfikator sesji użytkownika
  2. PersistentQueueNumber,manageableQueueCookie0,goodsport – przechowuje kolejkę zdjęć
  3. offerclient - sesja klienta
  4. CMS_DEBUG – debugowanie strony
  5. jsltTestCookie – testowe ciasteczko
  6. CookieInfo - informacja o wyświetleniu powiadomienia dotyczącego użycia przez stronę plików cookies
  7. __utmaa, __utmab, __utmac, __utmaz - używane są przez usługę Google Analytics która pozwala na generowanie statystyk strony www
  8. ADMS_ID, storeregion, mbox, georouting_presented, BANNER_TYPE, s_pers, s_vi - adobe.com
  9. x-src, datr - używane przez facebook.com

Zmiana ustawień ciasteczek (cookies) w przeglądarkach:


- Opera
- Firefox
- Internet Explorer
- Chrome
- Safari

Wyłączenie akceptacji ciasteczek znacznie ogranicza funkcjonalność większości podstron witryny.