Teatr Słowacki w Krakowie
EN | PL
Z_biegiem lat_z_biegiem_dni
szklanepaciorki
dom_dzwieku
Teatr w Krakowie. Prolog
Wyzwolenie
Plastiki
In Dreams
Oboz Katarakta
Strona główna Aktualne spektakle Archiwum spektakli
 
Aktualności Repertuar Spektakle Zespół Teatr Galeria Bilety

Aktualne spektakle

Anna Burzyńska

Niżyński. Zapiski z otchłani - Scena Miniatura (miejsca nienumerowane)

reżyseria: Józef Opalski
scenografia i kostiumy: Przemysław Klonowski
reżyseria światła i projekcje: Marta Saint Tokarz
choreografia: Jacek Tomasik
asystent reżysera: Tomasz Szeląg (PWST)
inspicjent : Agata Schweiger

Na legendę genialnego rosyjskiego tancerza Wacława Niżyńskiego składa się nie tylko jego twórczość baletowa, znacznie wyprzedzająca epokę, ale również dramatyczny koniec kariery artystycznej w związku z chorobą psychiczną. Wstrząsającym dokumentem zmagań z chorobą stał się pisany przez Niżyńskiego Dziennik. Sztuka Anny Burzyńskiej (znanej naszym widzom m.in. z Tango Piazzolla i Akompaniatora) odsłania tragedię wielkiego artysty. Opowiada również o jego uwikłaniu w niszczący trójkąt - skomplikowaną relację z żoną, oraz homoseksualny związek z jego impresario – demonicznym Sergiuszem Diagilewem. Znakomita muzyka i autentyczne fragmenty słynnych choreografii Niżyńskiego, a w roli głównej – Grzegorz Mielczarek, uhonorowany za tę kreację Nagrodą Teatralną Miasta Krakowa im. Stanisława Wyspiańskiego.

W spektaklu wykorzystano utwory muzyczne:
Cucurrucucu Paloma, Parallel Tango, fragmenty Popołudnia Fauna C. Debussy'ego, Święta wiosny I. Strawińskiego, Taniec węgierski nr 2 J. Brahmsa oraz Preludium E-minor op. 28, nr 4 Fryderyka Chopina.

ZWIASTUN

Ceny biletów:
normalne - 45 zł
ulgowe - 35 zł

 

Premiera: 01.12.2013

Czas trwania: 70 min


Obsada:

Romola/Kokota :   Agnieszka Judycka
Sergiusz Diagilew/Emma:   Sławomir Maciejewski
Wacław Niżyński:   Grzegorz Mielczarek (gościnnie)
Doktor/Oskar:   Tadeusz Zięba

Recenzje:

Paweł Głowacki, Człowiek patrzący na ścianę, /Program Drugi Polskiego Radia/, 03.12.2013

„Niżyński...” Opalskiego jest przedmiotem zamkniętym, nieusuwalnie samowystarczalnym, spójnym ostatecznie. I nie ma w nim nic z tego, co jest dziś prawie wszędzie. Żadnych pouczeń, żadnych tez, żadnyc[...]

...

„Niżyński...” Opalskiego jest przedmiotem zamkniętym, nieusuwalnie samowystarczalnym, spójnym ostatecznie. I nie ma w nim nic z tego, co jest dziś prawie wszędzie. Żadnych pouczeń, żadnych tez, żadnych przestróg, nawet cienia szlachetnego humanistycznego przesłania. Opalski nad nikim nie szlocha, nad nikim się nie roztkliwia, nikogo nie pociesza, zwłaszcza widza nie pociesza, i nie ocenia, nie rzuca oskarżeń.

Pewien mędrzec mawiał, że w świecie naprawdę zdumiewające nie jest to, jaki jest świat, lecz to, że jest. Opalskiemu wystarczyło, że był tutaj Wacław Niżyński, bóg tańca, że był jego ciemny los, którego nie dało się złagodzić. Opalski wydłubał z tego losu finalną pestkę. I oto na scenie, w pustce między obojętnymi ścianami, człowiek, który czekając na koniec, prosi do tańca popioły. Oto Niżyński, który przed samym sobą gra, że wciąż jeszcze może ruszać się jak niegdyś, gra, bo cóż więcej mu pozostało, niż kuśtykać na kanwie stygnącej pamięci? Oto aktor Grzegorz Mielczarek. On i Niżyński. Bóg tańca i Mielczarek. Ten i ten, albo ten i ten. Obojętne. Jesteśmy w sednie seansu Opalskiego.

Jak w każdym teatrze, który jest teatrem prawdziwym – iluzja realności zmienia się w realność iluzji. Niepostrzeżenie, nieuchwytnie. Poza Mielczarkiem – nikt nieuchwytności tej nie byłby w stanie zagrać z tak gęstą goryczą, tak lekko i jednocześnie tak bezlitośnie precyzyjnie. Mielczarek to jest aktor dziś już zupełnie osobny – coś niby zwierzę fantastyczne, ale z chłodnym, spokojnym mózgiem. Stąd, z tego niepojętego pomieszania namiętności z zimnem, wziął się Niżyński Opalskiego. Rzecz jasna, nie wyklucza to łez. Gdy pod koniec seansu, po kolejnej sekwencji ruchów, kiedy przez scenę przewali się kolejne rumowisko dawnej świetności Niżyńskiego – Mielczarek kostnieje tuż przed widzami i cedzi zdanie przerażające, słowa, które Niżyński, już szalony, wypowiedział po ostatnim swoim występie. „Konik bardzo się zmęczył...” Mielczarek ma mokre oczy. Ta sól dyskretna i bezradność jego głosu są nie do zapomnienia.

Całość recenzji.

 

Jacek Wakar, Człowiek Niżyński, /Dziennik Gazeta Prawna nr 236/06/08-12-13/, 06.12.2013

Grzegorz Mielczarek w krakowskim przedstawieniu Józefa Opalskiego nie gra Boga. W sztuce Anny Burzyńskiej co prawda o Bogu Niżyńskim się mówi, ale realizatorzy inaczej rozkładają akcenty. Niżyński Mie[...]

...

Grzegorz Mielczarek w krakowskim przedstawieniu Józefa Opalskiego nie gra Boga. W sztuce Anny Burzyńskiej co prawda o Bogu Niżyńskim się mówi, ale realizatorzy inaczej rozkładają akcenty. Niżyński Mielczarka jest z krwi i kości człowiekiem, który używa tańca jako ucieczki od samego siebie. Krakowski aktor nie musi tańczyć na Scenie Miniatura Teatru Słowackiego, żeby pokazać, że jego Niżyński jest tańcem właśnie. To tkwi w jego miękkich ruchach, bezszelestnym kroku, rzeźbie ciała. Mielczarek jak ognia unika nadmiernej ekspresji, szaleństwo Niżyńskiego chowając w sobie, w szaleństwo Niżyńskiego się zapadając. Powtarzające się słowa tworzą wokół niego coś na kształt pętli, nie pozwalając na ocalenie.

Choć Mielczarka otacza troje innych aktorów, przyszło mi podczas spektaklu do głowy, że w gruncie rzeczy mógł on być monodramem. Dziwny seans Józefa Opalskiego jest bowiem niczym innym niż zaproszeniem do wnętrza głowy Niżyńskiego, zderzeniem z obrazami, które stwarza jego zmęczona jaźń. Tak ustawia przedstawienie Opalski, dyskretnie ukrywając się tym razem za swoim aktorem. I tak - nieprawdopodobnie gęsto - gra Niżyńskiego Grzegorz Mielczarek. Po tej kreacji wiem już na pewno, że to aktor wybitny. Niewielu podobnej klasy mamy w jego pokoleniu.

 

Magda Huzarska-Szumiec, W chłodnej krainie obłędu panują wysokie temperatury, /Polska Gazeta Krakowska/, 07.12.2013

Reżyser spektaklu Józef Opalski przełożył to na język sceny niby na chłodno, a jednak sprawił, że od początku temperatura na widowni rośnie. Z jednej strony precyzyjnie rozłożył akcenty, by widz wszed[...]

...

Reżyser spektaklu Józef Opalski przełożył to na język sceny niby na chłodno, a jednak sprawił, że od początku temperatura na widowni rośnie. Z jednej strony precyzyjnie rozłożył akcenty, by widz wszedł mocno w historię rozdartego między homoseksualną namiętnością artysty a jego tęsknotą do lojalności i ciepła, jakie dawała mu żona, a z drugiej porwał oglądających spektakl w krainę bolesnego szaleństwa, w którym Bóg każe pisać dziwne zdania i rysować jeszcze dziwniejsze obrazki.

Grający Niżyńskiego Grzegorz Mielczarek nie jest zawodowym tancerzem. Jest świetnym aktorem. Wie, że nigdy nie wykona tanecznego pas godnego Niżyńskiego. I reżyser na szczęście nie kazał mu tego robić. Za to choreograf Jacek Tomasik poprowadził jego ruch tak, że dzięki kilku prostym krokom odnosimy wrażenie, iż mamy do czynienia z geniuszem baletu.

Całość recenzji.

 

Magdalena Tarnowska, Transcendencja braku, /Dziennik Teatralny/, 21.12.2013

„Grzegorz Mielczarek po raz kolejny udowodnił, że należy do aktorów z najwyższej półki. Każdy kto próbuje się zmierzyć z legendą znajduje się właściwie na przegranej pozycji. On nie. Już od pierwszej [...]

...

„Grzegorz Mielczarek po raz kolejny udowodnił, że należy do aktorów z najwyższej półki. Każdy kto próbuje się zmierzyć z legendą znajduje się właściwie na przegranej pozycji. On nie. Już od pierwszej sceny, kiedy w ostrym świetle staje przed widzami w rozmaitych figurach tanecznych, a z offu rozlegają się oklaski, dostajemy zapowiedź prawdziwego widowiska w jego wykonaniu. Samotność wypisana na twarzy, wczucie się w rolę, wyważona ekspresja. Mielczarek z niespotykaną wrażliwością kreuje tragiczną postać wewnętrznie rozdartego artysty, któremu postępujący obłęd odbiera możliwość wyrażenia siebie poprzez ruch. Zostają więc tylko słowa. Szczere i nieporadne, a zarazem odważne i żarliwe. One brzmią w pamięci, gdy gaśnie światło i aktorzy wychodzą do ukłonów.

Zostałyby pewnie jeszcze słynne skoki, o których pisze w biografii tancerza Wiera Krasowska, gdyby w spektaklu się pojawiły. Ale się nie pojawiają. I wbrew pozorom to nie jest zarzut. Skoro Niżyński zamknięty we własnym świecie wie doskonale, że już nigdy nie zatańczy, to ograniczenie sekwencji baletowych do krótkiego filmu wyświetlanego na tylnej ścianie zasługuje na słowa uznania. Tym bardziej gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że tylko zawodowy tancerz byłby w stanie wykonać profesjonalnie baletowe figury, nie narażając się na śmieszność. A jak wiadomo Grzegorz Mielczarek tancerzem nie jest.

Taniec w „Niżyńskim. Zapiskach z otchłani." zamiast wymiaru estetycznego ma wymiar typowo symboliczny. W jednej ze scen Ramola (Agnieszka Judycka) i Diagilew tańczą tango, które podobnie jak w dramacie Sławomira Mrożka jest ilustracją walki o władzę. Między dwoma antagonistami drepcze bezwolny i zdezorientowany Niżyński. Żona albo kochanek. Taniec czy śmierć. Na co się zdecydować? Poświęcić pragnienia, taniec, miłość?

Niżyński nie wybiera, skazując się tym samym na samotność, która staje się jego winą i karą jednocześnie. Pusta przestrzeń ograniczona do czterech ścian sceny, stół i cztery krzesła. Uboga scenografia Przemysława Klonowskiego doskonale odzwierciedla stan ducha Wacława. Pustkę. Warto zwrócić uwagę, że Mielczarek-Niżyński nie opuszcza sceny - to do niego przychodzi najpierw doktor (Tadeusz Zięba), potem żona, Diagilew, kokota (Agnieszka Judycka), wreszcie rodzice Ramoli (Tadeusz Zięba, Sławomir Maciejewski). Parada papierowych postaci, które istnieją po to, by uwypuklić tragedię Niżyńskiego. Bo chory umysł jest jak więzienie, z którego nie ma ucieczki.

Po głębszym zastanowieniu polecam ostatnią inscenizacją Teatru Słowackiego. Ten spektakl dojrzewa w widzu dłużej od innych. Myślę, że warto go zobaczyć właśnie dlatego lub pomimo to.”

Całość recenzji.

 

Aleksandra Sowa, Wszyscy jesteśmy godni współczucia, /Teatr dla Was/, 22.01.2014

Ten godzinny popis wyjątkowego aktorstwa, niezwykłej scenicznej precyzji i idealnych proporcji (słowa i milczenia, ruchu i statyczności, światła i mroku, ale też klasycznych strategii inscen[...]

...

Ten godzinny popis wyjątkowego aktorstwa, niezwykłej scenicznej precyzji i idealnych proporcji (słowa i milczenia, ruchu i statyczności, światła i mroku, ale też klasycznych strategii inscenizacyjnych i użycia nowych mediów, które, co się zdarza obecnie jednak dość rzadko, u Opalskiego mają sens, uzasadnienie i urok, także czysto estetyczny) sieje jednak w widzu spustoszenie. Twórcy zostawiają nas sam na sam z przeświadczeniem, że nawet największy talent jest bezradny wobec społecznej normy, a nawet największa miłość niewystarczająca, aby zmienić naturę drugiego człowieka.

Całość recenzji

 

Alicja Muller, Jestem Bogiem, /Teatralia/, 22.01.2014

Reżyser pokazuje Niżyńskiego (w tej roli genialny Grzegorz Mielczarek) w procesie stopniowej alienacji i zamykania się w pułapce chybotliwego „ja”. Nie sposób odmówić Opalskiemu niewymuszonej elegancj[...]

...

Reżyser pokazuje Niżyńskiego (w tej roli genialny Grzegorz Mielczarek) w procesie stopniowej alienacji i zamykania się w pułapce chybotliwego „ja”. Nie sposób odmówić Opalskiemu niewymuszonej elegancji, z jaką snuje opowieść o człowieku, któremu szaleństwo odebrało zdolność tańczenia, naznaczając go piętnem spustoszenia. Nie można odmówić mu także czułości, jaką otacza swojego bohatera – sytuującego się raczej po stronie śmierci niż życia. Reżyser wie, że o ludzkich tragediach nie wolno mówić głośno, jeśli nie chce się ich zagłuszyć. Dlatego dramaturgię spektaklu buduje dyskretnie – grając światłem i cieniem czy dojmującym chłodem przestrzeni, miejsca ciemności.

Całość recenzji

 

Katarzyna Gajewska, Najgorzej jest kochać Boga, /gajapisze.pl/, 22.05.2014

Historia Wacława Niżyńskiego, genialnego tancerza i choreografa, to niewyczerpane źródło odniesień kulturowych (Katarzyna Kozyra!). Spektakl Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie to drugie moje t[...]

...

Historia Wacława Niżyńskiego, genialnego tancerza i choreografa, to niewyczerpane źródło odniesień kulturowych (Katarzyna Kozyra!). Spektakl Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie to drugie moje teatralne podejście do niego. Po bezbłędnym przedstawieniu Teatru Wierszalin, o którym pisałam tutaj, zastanawiałam się, czy można tę historię opowiedzieć źle. Tamten spektakl był doskonały, ujęcie Teatru im. Słowackiego bije go na głowę.

Józef Opalski, reżyser, nadaje historii Niżyńskiego wymiar uniwersalny. Przypisywanie tancerzowi wartościujące atrybuty (schizofrenik, homoseksualista) idą w cień, a podkreślone jest jego człowieczeństwo. Jest Bóg i wiara, ale nie ma religii, nie ma prawosławno-rosyjskiego smutku, nadmiaru symboli, nie ma ikon, świec, ołtarzy. Zamiast miłości homo/heteroseksualnej, jest miłość – do świata i nie-miłość do siebie. Zamiast choroby psychicznej jest strach i wrażliwość. Niżyński w sztuce mówi o sobie: jestem Bogiem, ale wiemy, że to tylko taka jego afirmacja, on musi w to wierzyć, bo tylko ta wiara go ratuje. Wydaje mu się, że gdyby ludzie widzieli w nim Boga, kochaliby go. Niżyński jest jednak tylko człowiekiem.

Wzmacnia to rewelacyjny ruch sceniczny utytułowanego choreografa, Jacka Tomasika. Nie ma tutaj pretensji do sztuki baletowej – to jest taniec „grany”, teatralny, bez narażania na śmieszność. Grzegorz Mielczarek, który wcielił się w tytułowego bohatera, do perfekcji doprowadził kontrolę nad swoim ciałem, co wyraźnie widać w scenie, gdy przeskakując ponad stołem zastyga w powietrzu. Slow motion w teatrze.

Spektakl rozpoczyna się migawkami – Niżyński kłania się do braw, zastyga w jednej ze swoich słynnych póz. Otacza go prosta, naturalna scenografia Przemysława Klonowskiego – przewaga drewna, stół i cztery krzesła. W ścianach drzwi. Od razu wiemy, że ktoś wejdzie, ktoś wyjdzie. Ktoś usiądzie przy stole. Jedna ze ścian to ekran, na którym wyświetlane są projekcje. Marta Saint Tokarz, autorka projekcji i reżyserka światła zasługuje na osobne brawa. Operowanie światłem w spektaklu należy do najlepszych, jakie dotąd widziałam.

Światło i ruch nadaje tempa sztuce, stworzonej przez Annę Burzyńską na podstawie Dziennika Niżyńskiego. Autorka podkreśliła niszczącą relację między tancerzem a jego żoną (której nie kochał) oraz Diagilewem, swoim impresario (którego być może kochał). Ich rozmowy są powtarzane, jak figury w tańcu, kilkakrotnie w trakcie spektaklu, ale za każdym razem inaczej akcentowane, co uzmysławia nam wieloznaczność tych komunikatów. Pokazana jest także nieszczęśliwa, niespełniona miłość Romoli do swego męża. Zagrana przez Agnieszkę Judycką na początku jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że miłość do Niżyńskiego-Boga ją zniszczy. Dopiero stopniowo zaczyna to dostrzegać. Walczy o niego z Diagilewem (w tej roli rewelacyjny Sławomir Maciejewski, we fraku i damskich szpilkach), ale przegrywa. Zresztą każdy z bohaterów sztuki na końcu przegrywa, tylko z innym wrogiem.

Samego Niżyńskiego ostatecznie pochłania ciemność i wyłaniające się z tej ciemności projekcje zapisków z jego własnego dziennika, pisanych „boskim charakterem pisma”.

Źródło

 

Jacek Sieradzki, Subiektywny spis aktorów teatralnych, /e-teatr.pl/, 01.09.2014

Grzegorz Mielczarek [mistrzostwo]Pomysł Józefa Opalskiego, by w sztuce o Niżyńskim ustawiać go w pozach z Diagilewowskich baletów był ryzykowny, mógł się nawet wydać śmieszny w swej sztuczności. Ręk[...]

...

Grzegorz Mielczarek [mistrzostwo]

Pomysł Józefa Opalskiego, by w sztuce o Niżyńskim ustawiać go w pozach z Diagilewowskich baletów był ryzykowny, mógł się nawet wydać śmieszny w swej sztuczności. Rękojmią był tu jednak aktor znakomicie panujący nad aparatem ciała, głosu, gestu, co więcej, zawsze tworzący role obdarzone niezwykłym napięciem, żelazną koncentracją emanującą ze sceny i przemożnie narzucającą się widzom.

(...) Patrzę na niego z podziwem od wielu sezonów krakowskiego Teatru im. Słowackiego - gdzieś od wspaniałego Kaliguli u Agaty Dudy Gracz. Nota o nim wypadła wtedy, w 2005 roku podczas skrótów przy łamaniu „Polityki”; pora nadrobić zaległość.

 

Magdalena Ogieniewska, Poczuć Niżyńskiego, /http://teatrdlawas.pl/, 02.10.2014

(...) Grzegorz Mielczarek, grający postać owianego legendą twórcy w niezwykle sugestywny sposób, ukazuje samotność bohatera, jego wewnętrzne rozdarcie i uwikłanie (bardzo pięknie zobrazowana scena, w [...]

...

(...) Grzegorz Mielczarek, grający postać owianego legendą twórcy w niezwykle sugestywny sposób, ukazuje samotność bohatera, jego wewnętrzne rozdarcie i uwikłanie (bardzo pięknie zobrazowana scena, w której Niżyński z Diagilewem i Romolą tańczą tango). Każdy jego krok i ruch jest doskonale przemyślany, aż po rozedrganie ciała. Na uznanie zasługują także towarzyszący mu na scenie Sławomir Maciejewski w roli Diagilewa, Agnieszka Judycka grająca Romolę, a także Tadeusz Zięba jako doktor; choć są oni jedynie tłem dla popisu Mielczarka.

(...) Oprócz wspaniałej tytułowej roli, spektakl swój wyjątkowy przekaz zyskuje dzięki doskonałej reżyserii Józefa Opalskiego. Twórca z ogromnym wyczuciem i delikatnością korzysta ze znaków, które nie wprost komunikują widzowi bardzo ważne treści. 

(...) Napięcie, które od początku spektaklu wisi w powietrzu niesamowicie oddziałuje na widza, pozwala w pełni zatopić się w świecie „Boga tańca”. Dzięki pięknej współpracy Opalskiego z Mielczarkiem widzowie z całą pewnością mogli wejść w świat artysty i „poczuć” Niżyńskiego.

 

Maria Piękoś-Konopnicka, Demonologia wg Niżyńskiego, /Dziennik Teatralny Kraków/, 02.03.2015

Spektakl jest fascynujący: emocjonalnie naładowany, pozostawiający nas bezsilnych wobec choroby geniusza. Trio: Mielczarek-Maciejewski-Judycka niesie spektakl, nadaje mu dynamikę. Trudno nie zac[...]

...

Spektakl jest fascynujący: emocjonalnie naładowany, pozostawiający nas bezsilnych wobec choroby geniusza. Trio: Mielczarek-Maciejewski-Judycka niesie spektakl, nadaje mu dynamikę. Trudno nie zachwycić się grą odtwórcy Niżyńskiego: tak świetnie wyczuwającym nastroje tancerza. Surowość scenografii jest trafnym zabiegiem – nie ma żadnych elementów, które mogłyby zagłuszyć trwający na scenie konflikt. Reżyseria światła jest lekka, nie przytłacza, kieruje naszą uwagę na odpowiedni plan: Niżyńskiego, scenę zbiorową, a także – w przypadku otwieranych bocznych drzwi – rozszerza perspektywę.

całość recenzji

 

Iwona Pięta, Jestem tym, który kocha śmierć, /Dziennik Teatralny Kraków/, 09.07.2016

Prezentowany na Scenie Miniatura spektakl, wcale miniaturą nie jest. Chylę czoło przed reżyserem, któremu w pigułce niespełna 90 minut udało się pokazać biografię jednego z najwybitniejszych artystów [...]

...

Prezentowany na Scenie Miniatura spektakl, wcale miniaturą nie jest. Chylę czoło przed reżyserem, któremu w pigułce niespełna 90 minut udało się pokazać biografię jednego z najwybitniejszych artystów XX wieku, a zarazem pełnię dramatu człowieka, dla którego ruch był istotą życia i artystycznego spełnienia, uwięzionego we własnym ciele przez chorobę.

(...) Wcielający się w postać Niżyńskiego Grzegorz Mielcarek świetnie się z postawionego przed nim zadania wywiązał. Stworzona przez niego kreacja przykuwa uwagę widza i wprowadza go w osobistą tragedię człowieka pozbawionego przez chorobę możliwości wypowiadania się poprzez ruch, a przy tym samotnego pośród najbliższych, zupełnie niezdolnych go zrozumieć. Na uwagę i uznanie zasługuje też Sławomir Maciejewski wcielający się w role Diagilewa i Emmy. Moje szczere uznanie wzbudziła przede wszystkim rola kobieca wyraziście skontrastowana z postacią męską oraz naturalność, z jaką aktor oddaje ruch i ekspresję kobiecego ciała.

Spektakl pozostawia widza w głębokim smutku i z dylematami, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony bowiem pokazuje dramat człowieka uwięzionego we własnym ciele i jego walkę o własne człowieczeństwo, z drugiej zaś, stawia pytania o to, jak żyć z pogrążonym w chorobie człowiekiem? Przejmująco uzmysławia ile odwagi, miłości i oddania potrzeba, by przy nim trwać.

 całość recenzji     
Adres: pl. Św. Ducha 1, 31-023 Kraków centrala: 12 424 45 00, 12 424 45 11, 12 424 45 44 e-mail:
Uwaga: ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej informacji o celu ich używania i zmianie ustawień przeglądarki znajdziesz tutaj. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Czym są pliki "cookie" - „ciasteczka”?


Poprzez pliki „ciasteczka” należy rozumieć dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, przechowywane w urządzeniach końcowych użytkowników przeznaczone do korzystania ze stron internetowych. Pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie użytkownika i odpowiednio wyświetlić stronę internetową dostosowaną do jego indywidualnych preferencji. „Ciasteczka” zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer.

Pliki cookies, wykorzystywane są w celu: tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, które pomagają zrozumieć w jaki sposób użytkownik korzysta ze stron internetowych dostosowanie zawartości i wyglądu strony do preferencji użytkownika

Używane ciasteczka na naszej stronie


  1. PHPSESSID - identyfikator sesji użytkownika
  2. PersistentQueueNumber,manageableQueueCookie0,goodsport – przechowuje kolejkę zdjęć
  3. offerclient - sesja klienta
  4. CMS_DEBUG – debugowanie strony
  5. jsltTestCookie – testowe ciasteczko
  6. CookieInfo - informacja o wyświetleniu powiadomienia dotyczącego użycia przez stronę plików cookies
  7. __utmaa, __utmab, __utmac, __utmaz - używane są przez usługę Google Analytics która pozwala na generowanie statystyk strony www
  8. ADMS_ID, storeregion, mbox, georouting_presented, BANNER_TYPE, s_pers, s_vi - adobe.com
  9. x-src, datr - używane przez facebook.com

Zmiana ustawień ciasteczek (cookies) w przeglądarkach:


- Opera
- Firefox
- Internet Explorer
- Chrome
- Safari

Wyłączenie akceptacji ciasteczek znacznie ogranicza funkcjonalność większości podstron witryny.