Teatr Słowacki w Krakowie
EN | PL
skazany
Goodman
w morcznym
narodziny
Karnawal
Czarnoksiężnik z krainy Oz
Bracia Dalcz
Ziemia Obiecana
Maskarada
Niżyński. Zapiski z otchłani
Chory z urojenia
kochanek
Strona główna Aktualne spektakle Archiwum spektakli
 
Aktualności Repertuar Spektakle Zespół Teatr Galeria Bilety

Aktualne spektakle

Joseph Kesselring / Autorzy premiery na Broadwayu – Howard Lindsay i Russel Crouse

Arszenik i stare koronki

reżyseria: Krzysztof Babicki
asystent reżysera: Sławomir Rokita
scenografia: Marek Braun
kostiumy: Sławomir Smolorz
choreografia: Jacek Tomasik
inspicjent : Iwona Cieślik

Jeśli bawią Was świetnie skrojone czarne komedie w stylu Agathy Christie, jeśli chcecie w teatrze śmiać się do rozpuku, a już za chwilę zamierać z przerażenia, jeśli lubicie być zaskakiwani nieprzewidzianymi zwrotami akcji i wbijani w fotele jej wartkim biegiem, jeśli chcecie spędzić wieczór w towarzystwie plejady bohaterów z krwi i kości, ożywionych na scenie przez najznakomitszych aktorów – ten spektakl jest specjalnie dla Was!

Brodwayowski przebój, grany nieprzerwanie od dziesiątek lat przy pełnej widowni na pewno dostarczy Wam znakomitej rozrywki na równie znakomitym poziomie. W rolach głównych – dwie wielkie damy polskiej sceny: Anna Polony i Urszula Popiel.

Spektakl przeznaczony dla widzów powyżej 15 roku życia

ceny biletów:

Wtorki, środy , czwartki i niedziele
- obszar cenowy A normalny -50 zł, ulgowy -35 zł
- obszar cenowy B normalny -40 zł, ulgowy -30 zł
- obszar cenowy C normalny -30 zł, ulgowy -25 zł
- obszar cenowy D normalny -20 zł, ulgowy -15 zł

Piątki i soboty
- obszar cenowy A normalny -80 zł, ulgowy -60 zł
- obszar cenowy B normalny -60 zł, ulgowy -50 zł
- obszar cenowy C normalny -40 zł, ulgowy -30 zł
- obszar cenowy D normalny -20 zł, ulgowy -15 zł

 

Premiera: 22.03.2014

Czas trwania: 2 godz. 10 min.


Obsada:

Abby Brewster:   Anna Polony (gościnnie)
Marta Brewster, jej siostra:   Urszula Popiel (gościnnie)
Teddy Brewster, ich bratanek:   Sławomir Rokita
/:   Maciej Jackowski
Jonatan Brewster, ich bratanek:   Krzysztof Jędrysek
Mortimer Brewster, ich bratanek:   Tomasz Wysocki
Epstein, doktor:   Tadeusz Zięba
Whiterspoon, dyrektor sanatorium:   Feliks Szajnert
Harper, pastor:   Wojciech Skibiński
Helena, jego córka:   Natalia Strzelecka
/:   Katarzyna Zawiślak-Dolny
Rooney, porucznik policji:   Jerzy Światłoń
Klein, posterunkowy:   Tomasz Augustynowicz
O'Hara, posterunkowy:   Grzegorz Łukawski
Brophy, posterunkowy:   Rafał Sadowski

Recenzje:

Bogdan Gancarz, Chwila wytchnienia, /Krakowski Gość Niedzielny/, 24.03.2014

Widzowie teatralni, męczeni przez reżyserów i scenografów rozmaitymi dziwactwami inscenizacyjnymi, gdzie z klasycznej sztuki pozostają często jedynie nazwisko autora i tytuł, odetchną jednak w Teatr[...]

...

Widzowie teatralni, męczeni przez reżyserów i scenografów rozmaitymi dziwactwami inscenizacyjnymi, gdzie z klasycznej sztuki pozostają często jedynie nazwisko autora i tytuł, odetchną jednak w Teatrze im. Słowackiego.

(...) Nie mam wątpliwości, że „Arszenik” to bajka. Zagrana jednak tak sugestywnie, że po powrocie z teatru do domu uważnie obserwowałem stojącą na półce karafkę z winem porzeczkowym, otrzymanym od kuzynki...

źródło

 

Wacław Krupiński, Arszenik – śmiejmy się nie tylko z tyranów, /Dziennik Polski/, 29.03.2014

Żart zawsze towarzyszył tyranom. Putin żąda od wróżki, by mu przepowiedziała przyszłość. „Widzę, że jedziesz odkrytym, długim samochodem, a wokół samochodu setki tysięcy Ukraińców i Rosjan”. Putin się[...]

...

Żart zawsze towarzyszył tyranom. Putin żąda od wróżki, by mu przepowiedziała przyszłość. „Widzę, że jedziesz odkrytym, długim samochodem, a wokół samochodu setki tysięcy Ukraińców i Rosjan”. Putin się uśmiecha. A ona mówi dalej: „Widzę, że ludzie stoją z flagami, krzyczą radośnie i mają szczęśliwe twarze”. – Kochają mnie... – chełpi się Putin i pyta: A czy ściskam im ręce? Na co wróżka: „Nie. Trumna jest zamknięta”.

Tak zawsze było. Oto Hitler słyszy od żydowskiego krawca, gdy ten wziął już miarę, że materiału wystarczy na trzy garnitury. „Jak to – zdziwił się Führer – inni krawcy szyli z takiego kawałka raptem jeden, i to bez kamizelki”. I słyszy: „U nich był pan wielki, u mnie – bardzo mały”.

Postać z morderczym wąsem pojawia się i w inscenizacji czarnej komedii „Arszenik i stare koronki” (napisanej przez Josepha Otto Kessel-ringa w roku, gdy II Apokalipsa zaczynała ogarniać świat), którą przygotował Krzysztof Babicki. Ale bynajmniej nie ma w wystawionym w Teatrze im. J. Słowackiego spektaklu żadnych postdramatycznych uwspółcześnień, żadnego publicystycznego zawracania Wisły kijem, żadnych prowokacji, eksperymentów i odświeżanej awangardy. Słowem niczego, co widzowi psułoby pobyt w teatrze.

Babicki starym wygą jest i wie, że sztuką wystawienia sztuki po wielekroć sprawdzonej przez scenę, a w tym przypadku i film, jest wydobyć wszelkie walory tekstu, dodać parę smaczków (koafiura i okulary Mortimera Brewstera), znaleźć stosowne tempo i dobrać aktorów tak, by zapewnili dobrą zabawę. Bo Babicki jeszcze pamięta czasy, gdy teatr stał aktorem – jego nazwisko przyciągało, on był magnesem do kupienia biletu. Jemu biło się brawo już na wejście – jak teraz Annie Polony, która po półwieczu bez mała stanęła na tej scenie, by z Urszulą Popiel tworzyć uroczy tandem sióstr Brew­ster.

Być poczęstowanym przez Annę Polony porzeczkowym winem, nic to, że z arszenikiem, zobaczyć, jak zwinnie śmiga, niczym fryga, z kolejną karafką – czyż to nie radość? Świetny miał koncept reżyser, by właśnie tym dwu aktorkom powierzyć role owych sióstr, co to z osobliwą fantazją pozwalają panom opuszczać ziemski padół. W ogóle wszystkie role Babicki obsadził akuratnie, i właściwie należałoby cały zespół wymienić: i Krzysztofa Jędryska, i Tomasza Wysockiego, i Macieja Jackowskiego, i Wojciecha Skibińskiego, i Natalię Strzelecką, i Tadeusza Ziębę, i... Jest lekko, zabawnie, ot, igraszki z konwencją (...)

Zespół na miarę sceny narodowej? To Krzysztof Jasiński rozstrzyga: „Narodowy powinien być tam, gdzie jest najładniejszy żyrandol”. A teraz jeszcze i Anna Polony tam gra. Nic dziwnego, że bilety wyprzedane na wiele spektakli naprzód.

Śmiejmy się. Nie tylko z tyranów.

CAŁOŚĆ RECENZJI

 

Aleksandra Sowa, Sometimes I think, sometimes I don't, /teatrdlawas.pl/, 31.03.2014

Krzysztof Babicki po prostu chciał zrobić proste w odbiorze, zabawne przedstawienie, które z jednej strony śmieszy i pozwala oderwać się od rzeczywistości, a z drugiej daje szansę podziwiania aktorsk[...]

...

Krzysztof Babicki po prostu chciał zrobić proste w odbiorze, zabawne przedstawienie, które z jednej strony śmieszy i pozwala oderwać się od rzeczywistości, a z drugiej daje szansę podziwiania aktorskiego kunsztu - tak występujących gościnnie na scenie Słowackiego legend polskiego teatru – Anny Polony i Urszuli Popiel, jak członków zespołu aktorskiego gmachu przy Pl. Św. Ducha.

(...) udany to powrót do „staroświeckiego” teatru. W morzu nowych prądów i zasypywania nas młodymi propozycjami teatralnymi, dobrze jest móc na chwilę potraktować teatr jako zwyczajne miejsce rozrywki. W końcu, jak głosi popularny slogan: „Sometimes I think, sometimes I don't”. I wszyscy przecież wiemy, że źle jest zarówno myśleć za dużo, jak i nie myśleć wcale. W teatrze ta świadomość także się przydaje.

całość recenzji

 

Kamila Łapicka, Test (nie)sceniczny, /W Sieci nr 14/31.03-06.04/, 31.03.2014

Brawa powitały Annę Polony, gdy weszła na scenę Teatru im. Słowackiego w premierowym przedstawieniu "Arszenik i stare koronki". To jej pierwsza rola po exodusie ze Starego Teatru, którego dokonała wra[...]

...

Brawa powitały Annę Polony, gdy weszła na scenę Teatru im. Słowackiego w premierowym przedstawieniu "Arszenik i stare koronki". To jej pierwsza rola po exodusie ze Starego Teatru, którego dokonała wraz z Jerzym Trelą.

Aktorka o tamtym wydarzeniu mówi rzadko i niechętnie, natomiast z dużym entuzjazmem wcieliła się w rolę zabójczej staruszki Abby Brewster, która razem ze swoją siostrą Martą (graną wybornie przez Urszulę Popiel) pomaga dokonać żywota samotnym starszym panom. Rzecz jasna z empatii.

Nasycona czarnym humorem komedia Josepha Kesselringa została napisana w 1939 r. i zrobiła światową karierę. Krakowskie przedstawienie jest klasyczną realizacją tekstu, bez dopisków czy projekcji. W Warszawie mógłby je wystawić np. Teatr Współczesny i z pewnością grałby, jak zwykle, przy pełnej sali.

Panie Polony i Popiel rewelacyjnie utkały swoje role z półspojrzeń i drobnych gestów. Słodka Marta (producentka trucicielskiego wina) i trzeźwo patrząca na świat Abby (uwielbiająca odprawiać modły we właściwym dla nieboszczyka obrządku) dopełniają się idealnie. Nie odda tego żadna recenzja ani felieton, jak opanowana Abby mówi kilkakroć: "Bo w piwnicy jest dwanaście trupów".

Poza pannami Brewster na scenie pojawia się cała galeria oryginałów, którą otwiera ich bratanek Mortimer. Postać Anny Polony mówi o nim coś w rodzaju: "Proszę nie myśleć źle o Mortimerze, dlatego że jest krytykiem teatralnym. Ktoś musi pisać te wszystkie rzeczy". Rzeczywiście Kesselring nie oszczędza w swoim tekście recenzentów, ale nie jest to jadowita złośliwość. Raczej podkreślenie wymiaru zawodowego ryzyka, jakie ponoszą każdego dnia. W najsłynniejszej polskiej realizacji, czyli w "Kobrze" w reżyserii Macieja Englerta Mortmiera grał Andrzej Zaorski. W krakowskim przedstawieniu w tę postać wciela się Tomasz Wysocki i kiedy tylko wchodzi na scenę, można zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście "wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe". Charakteryzacja aktora przywodzi bowiem na myśl fizis Romana Pawłowskiego. Jeśli nawet tak jest i reżyser Krzysztof Babicki delikatnie puszcza w ten sposób oko do recenzenckiego świata, to któż by nie chciał być sportretowany na deskach Teatru Słowackiego? Każdy by chciał.

 

Alicja Müller, I cóż teraz poczniesz, biedny Artaud?, /Teatralia Kraków/, 16.04.2014

Był sobie spektakl, który niczego ode mnie nie chciał. Nie runął na widzów jak budząca przerażenie plaga, nie zatrwożył długą postdramatyczną ciszą ani nie wyzwolił z najgłębszych pokładów podświadomo[...]

...

Był sobie spektakl, który niczego ode mnie nie chciał. Nie runął na widzów jak budząca przerażenie plaga, nie zatrwożył długą postdramatyczną ciszą ani nie wyzwolił z najgłębszych pokładów podświadomości żadnych czystych impulsów. Jego reżyser nie podjął próby przywrócenia powstałego wskutek grzechu pierworodnego chaosu do pierwotnego stanu rajskiego, nie chciał też wywieść ludu na barykady. Krzysztof Babicki, bo o nim tu mowa, czegoś jednak łaknął. Chodziło mu o uśmiech. O to, żeby zadrżała nieco frasobliwość.

W dobie sztuki scenicznej rozkochanej w haśle: „Art Must Be Brutal”, rzadko wspomina się Maxa Reinhardta – pana od urzeczywistniania marzeń. Pragnął on teatru, który – po prostu – dałby ludziom radość. I chociaż zajęciem absurdalnym byłoby snucie dalszych paraleli między postulatami austriackiego monumentalisty a cudownością Arszeniku i starych koronek, warto pokazać, że – mimo kryzysu narracji, śmierci historii, pojawienia się post/transczłowieka, wszystkich nieprzepracowanych traum i niestabilnych podmiotów oraz mnożących się kolonii fantomowych ciał – wciąż, gdzieś między polityką a Dominującym Dyskursem Medialnym, kłębią się sny o słowach tchnących życiem, o dziełach rozdmuchujących szarość smutnych jak Kraków miast. Właśnie taki sen śnił, a właściwie wyśnił sobie, Babicki.

Na scenie Teatru imienia Juliusza Słowackiego, pod pięknym żyrandolem (czyżby tym najładniejszym w kraju nad Wisłą?), pośród nieco głupkowatej scenografii, której idiotyczność wynikać może z chęci nadbudowywania kolejnych poziomów absurdu, czysty (co nie znaczy, że grzeczny albo, nie daj Boże, ujarzmiony) dowcip obchodzi swoje huczne święto. Wpisany jest on oczywiście w sam tekst Josepha Kesselringa, ale nawet najzabawniejsza opowieść o odrobinę skretyniałych policjantach, dobrodziejkach-trucicielkach, szalonych mordercach, czyli – innymi słowy – całym korowodzie przetrąconych indywiduów, zostałaby tylko jedną z wielu świetnie napisanych komedii, gdyby nie znakomita aktorska trupa.

Michał Głowiński w posłowiu do Gombrowiczowskiej Pornografii napisał, że książki tej streszczać nie przystoi. Byłby to bowiem gwałt i prowadzące do unicestwienia uproszczenie. Czymś równie niewłaściwym wydaje się pokusa opisania tego, co w Arszeniku… wyczyniają aktorzy. To jak budowanie Troi ze szmat albo Elsynoru z papieru. Zalotno-fikuśne uśmiechy Anny Polony (już nie tylko pierwszej damy polskiego teatru, lecz także jego pierwszej trucicielki) i jej zwinne śmiganie między umarlakami a kandydatami na trupów, urocza zaradność wspaniałej Urszuli Popiel, „piramidalny” polot i finezja w kreowaniu wodza-szaleńca na bocznym torze Macieja Jackowskiego czy chochlikowata diabelskość Krzysztofa Jędryska, wymykają się narracyjno-opisowym możliwościom języka. Podobnie zresztą jak pozostałe – wzięte w ironiczny nawias ostentacyjnej sztuczności, lecz, paradoksalnie, i tak rozczulające, uwodzące, a czasem odstręczające – kreacje. W rozpiętym na ślicznej (nawet mimo trupów, które ledwo już mieszczą się w piwnicy), cudownie kuriozalnej fabule spektaklu rządzi pastisz i wszystko, co należy zrobić, to dać się przenieść tam, gdzie rzeczywistość wolna jest od przymusu interpretacji.

Można, co prawda, przywołać Emmanuela Levinasa, by rozprawić się z poruszaną w przedstawieniu problematyką zmiany twarzy. Pokusić się o analizę skompromitowanego portretu tytana albo zapytać o etyczność komediowego mówienia o „dobrej śmierci”. Postać owianego czarną legendą, bo piszącego „rzeczy straszne”, krytyka teatralnego, który zdaje się nieomal lubować w partaczeniu roboty (recenzje pisane „w drodze”), aż prosi się o odniesienie do ostatnich wyskoków zupełnie rzeczywistych recenzentów, szczególnie tych gustujących w tekstach z gatunku profetycznych. Niemniej, wszystko to wydaje się równie absurdalne jak Napoleon gadający mądrościami Ludwika XIV. Babicki daje nam wszak czarną komedię. Nic więcej. Mamy oddać się galopadzie genialnych gagów i uroków. Pobawić się.

Na koniec akapit z nurtu wynurzeń autobiograficznych. Otóż, gdy w blasku kwietniowego słońca powiedziałam koleżance po fachu, że idę na Arszenik…, ta – z niesmakiem i raczej słabo maskowaną litością – zapytała: „ale po co?”. Pewnie myślała, że opowiastki o truciźnie rozpuszczanej w porzeczkowym winie to nie jest coś, czemu powinni się przysłuchiwać poważni ludzie teatru. Scena winna przecież pozwalać na kontakt ze światami alternatywnymi, na oczyszczenie, na rozrachunek z postpamięcią i ucieleśnienie nieświadomego. A w cyrku u Babickiego nie można nawet z własnym istnieniem się porozumieć, ponieważ zagłusza je rechot niemiłosierny. Lecz śmiech to nie tyle rubaszny, co uroczy i kokieteryjny. Spektakl, który widziałam, uśmiecha się do ludzi, ale tego nie można wyczytać z programu. Szczerzy się bez pretensji do bycia czymkolwiek więcej niż uśmiechem właśnie. Być może jestem widzem nadto kochliwym i nie dość ponurym, ale teatr istnieje (i zawsze istniał!) przecież również po to, by bawić, wabić i uwodzić. A publiczność i krytyka są też po to, żeby w zachwycie krzyczeć na przykład: „ANNA POLONY!”.

>Źródło<

 

Jan Bończa-Szabłowski, Konfitury z arszenikiem od Anny Polony smakują jak delicje, /Rrzeczpospolita/, 15.07.2014

Krakowska scena im. Juliusza Słowackiego oferuje dwie godziny dobrej zabawy na czarnej komedii w duchu Agathy Christie (...)Krakowski spektakl wyreżyserowany precyzyjnie przez Krzysztofa Babickiego m[...]

...

Krakowska scena im. Juliusza Słowackiego oferuje dwie godziny dobrej zabawy na czarnej komedii w duchu Agathy Christie (...)

Krakowski spektakl wyreżyserowany precyzyjnie przez Krzysztofa Babickiego ma wiele atutów. Najważniejszym jest gościnny udział Anny Polony, która gra jedną z sióstr. Zaprezentowała rzadko ujawniany talent komediowy i znakomite wyczucie groteski. Jest urocza, gdy mówi o potrzebie pomagania innym i gdy niewinnie pyta, czy mogłaby być przy... sekcji zwłok. Z jej ręki nawet konfitury z arszenikiem smakują jak delicje.

Urocza jest druga siostra Brewster grana przez Urszulę Popiel. Panie zdecydowanie wiodą prym, jeśli doda się do obu gwiazd młodą, zdolną Natalię Strzelecką jako Helenę aspirującą do bycia żoną bratanka sióstr – krytyka teatralnego z odzysku. Wśród panów przekonujący jest Krzysztof Jędrysek, jako uosabiający mroczną historię rodziny, człowiek o wielu twarzach, i Maciej Jackowski, który zagrał Jonatana „samozwańczego Napoleona” z finezją i taktem.

całość recenzji

 

Agnieszka Dziedzic, Trucizna o smaku porzeczkowym, /teatralia.pl/, 07.10.2014

 (...) Dla Anny Polony jako Abby można wypić nie kieliszek, a całą butlę wina z arszenikiem. Choćby to był ostatni trunek w życiu – warto!  (...) trzeba odłożyć na bok wygórowane oczekiwania[...]

...

 (...) Dla Anny Polony jako Abby można wypić nie kieliszek, a całą butlę wina z arszenikiem. Choćby to był ostatni trunek w życiu – warto!

 (...) trzeba odłożyć na bok wygórowane oczekiwania intelektualne i dać się porwać historii. A ta, poprowadzona wedle najlepszych wzorców z gatunku czarnej komedii, nadaje się w sam raz na wolny wieczór po męczącym tygodniu. Jest jednak jeszcze coś, co wyraźnie wyróżnia to przedstawienie na tle wielu innych.

Chodzi o aurę. O dający się wyczuć nawet w trzecim rzędzie zapach marmolady i biszkoptów przygotowanych na podwieczorek. O odchodzącą w niepamięć elegancję szali, korali i starych koronek. I wreszcie – o unoszący się w powietrzu kurz. Tak się po prostu już nie gra. Tradycyjny sposób opowiadania odszedł na dobre po śmierci podmiotu, końcu historii i kresie Wielkich Narracji. Może i współczesnemu teatrowi gdzieś tam po drodze poplątał się język i utracił on zdolność snucia opowieści. Tymczasem nieśmiertelna wydaje się tęsknota za opisem zdarzeń zamkniętych w całość. I właśnie teatralną odpowiedzią na tę potrzebę jest przedstawienie wyreżyserowane przez Krzysztofa Babickiego.

źródło

 

Weronika Trzeciak, Słodka śmierć, /Wiadomości24.pl/, 16.11.2014

(...) Jeśli chodzi o grę aktorską, to na największe brawa zasłużyły Anna Polony jako Abby Brewster, która nie widzi nic złego w zabijaniu oraz Urszula Popiel jako Marta Brewster, jej niemniej utalento[...]

...

(...) Jeśli chodzi o grę aktorską, to na największe brawa zasłużyły Anna Polony jako Abby Brewster, która nie widzi nic złego w zabijaniu oraz Urszula Popiel jako Marta Brewster, jej niemniej utalentowana w tej dziedzinie siostra. Obie panie były wprost genialne - takie z pozoru niewinne staruszki, które pomagają przejść na tamten świat i uważają, że to nic takiego.

Podobali mi się także Tomasz Wysocki w roli Mortimera, bratanka zszokowanego zachowaniem swych cioteczek, a zarazem krytyka teatralnego, który nie chodzi na całe przedstawienia i pisze niepochlebne recenzje; Tadeusz Zięba jako doktor Epstein, przywodzący na myśl doktora Frankensteina i wywołujący ciarki na plecach; Maciej Jackowski jako zwariowany Teddy Brewster, który myśli, że jest Napoleonem i podkreśla to swoim ubiorem, wypowiedziami i zachowaniem.

Na uwagę zasługują także Natalia Strzelecka jako Helena, narzeczona Mortimera, która nie rozumie dziwnego zachowania ukochanego; Krzysztof Jędrysek jako bratanek Jonatan, przestępca, człowiek o wielu twarzach, który po nieudanej operacji plastycznej przypomina obecnie Hitlera oraz Grzegorz Łukawski jako posterunkowy O’Hara, który jest niespełnionym pisarzem i zamęcza swoją sztuką Mortimera.

Warto wspomnieć także o kostiumach Sławomira Smolora, które na szczęście nie zostały uwspółcześnione, co coraz częściej zdarza się w teatrze. Podobały mi się staroświeckie stroje starszych pań - kostiumy, szale, korale i koronki. Całości dopełnia muzyka Franka Sinatry. Wszystko to tworzy to niesamowity klimat.

źródło

 
Adres: pl. Św. Ducha 1, 31-023 Kraków centrala: 12 424 45 00, 12 424 45 11, 12 424 45 44 e-mail:
Uwaga: ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej informacji o celu ich używania i zmianie ustawień przeglądarki znajdziesz tutaj. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Czym są pliki "cookie" - „ciasteczka”?


Poprzez pliki „ciasteczka” należy rozumieć dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, przechowywane w urządzeniach końcowych użytkowników przeznaczone do korzystania ze stron internetowych. Pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie użytkownika i odpowiednio wyświetlić stronę internetową dostosowaną do jego indywidualnych preferencji. „Ciasteczka” zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer.

Pliki cookies, wykorzystywane są w celu: tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, które pomagają zrozumieć w jaki sposób użytkownik korzysta ze stron internetowych dostosowanie zawartości i wyglądu strony do preferencji użytkownika

Używane ciasteczka na naszej stronie


  1. PHPSESSID - identyfikator sesji użytkownika
  2. PersistentQueueNumber,manageableQueueCookie0,goodsport – przechowuje kolejkę zdjęć
  3. offerclient - sesja klienta
  4. CMS_DEBUG – debugowanie strony
  5. jsltTestCookie – testowe ciasteczko
  6. CookieInfo - informacja o wyświetleniu powiadomienia dotyczącego użycia przez stronę plików cookies
  7. __utmaa, __utmab, __utmac, __utmaz - używane są przez usługę Google Analytics która pozwala na generowanie statystyk strony www
  8. ADMS_ID, storeregion, mbox, georouting_presented, BANNER_TYPE, s_pers, s_vi - adobe.com
  9. x-src, datr - używane przez facebook.com

Zmiana ustawień ciasteczek (cookies) w przeglądarkach:


- Opera
- Firefox
- Internet Explorer
- Chrome
- Safari

Wyłączenie akceptacji ciasteczek znacznie ogranicza funkcjonalność większości podstron witryny.