Teatr Słowacki w Krakowie
EN | PL
Vernon Subutex
Tajemnice Wesela
Bolesław Śmiały
Rabacja
Zemsta
szklanepaciorki
Teatr w Krakowie. Prolog
Wyzwolenie
Plastiki
Strona główna Aktualne spektakle Archiwum spektakli
 
Aktualności Repertuar Spektakle Zespół Teatr Galeria Bilety

Archiwum spektakli

Obsady premierowe przedstawień po 1945 roku

Stanisław Wyspiański

Wesele

reżyseria: Bodolay
scenografia: János Mira
kostiumy: Diana Marszałek
muzyka: Stanisław Radwan
ruch sceniczny: Krzysztof Jędrysek
asystent reżysera: Olga Kobus
asystent reżysera: Rafał Dziwisz
inspicjent : Iwona Cieślik

Wesele Stanisława Wyspiańskiego to utwór niewymagający specjalnych rekomendacji - arcydzieło, którego premiera odbyła się na deskach Teatru Miejskiego w Krakowie w 1901 r. Prezentujemy ten dramat w interpretacji wybitnego reżysera węgierskiego Gezy Bodolaya, który nie po raz pierwszy bierze na warsztat dramaturgię polską. W swoim dorobku ma m.in. Ambasadora, Kontrakt i Tango Mrożka oraz pierwszą węgierską inscenizację Balu manekinów Brunona Jasieńskiego. Nie jest to pierwsze spotkanie z Wyspiańskim - w 1999 r. zrealizował Wesele na Węgrzech. Wizja Wesela , którą proponuje reżyser - poparta głęboką znajomością polskich realiów i tradycji, a jednocześnie zdystansowana i świeża udziela nowych, zaskakujących odpowiedzi na nasze najważniejsze pytania.

 

muzycy:

Halina Jarczyk - skrzypce

Piotr Grodeck - kontrabas

 

ceny biletów:

normalne:

I miejsca 37 zł

II miejsca 32 zł

ulgowe:

I miejsca 27 zł

II miejsca 22 zł

 

 

Premiera: 23.11.2007

Czas trwania: 2godz.15min.


Obsada:

Gospodarz:   Tomasz Międzik
Gospodyni:   Joanna Mastalerz (gościnnie)
Panna Młoda:   Marta Waldera
Ojciec / Dziad:   Feliks Szajnert
Jasiek:   Krzysztof Piątkowski
Poeta:   Tomasz Wysocki
Dziennikarz:   Rafał Dziwisz
Nos:   Marcin Kuźmiński
Ksiądz:   Jerzy Światłoń
Maryna:   Marta Konarska
Zosia:   Natalia Strzelecka
Haneczka:   Karolina Kominek (gościnnie)
Czepiec:   Wojciech Skibiński
Czepcowa / Klimina:   Ewa Worytkiewicz (gościnnie)
Staszek/Kuba/Kasper:   Grzegorz Łukawski
Rachel:   Barbara Kurzaj (gościnnie)
Stańczyk:   Sławomir Rokita
Hetman:   Maciej Jackowski
Chochoł:   Krzysztof Jędrysek
Rycerz Czarny:   Tadeusz Zięba
Upiór:   Jerzy Światłoń
Kasia:   Kornelia Trawkowska (gościnnie)
Isia:   Zuzanna Pankowska
~   Julia Śmigielska


sponsorzy 

Recenzje:

Tomasz Mościcki, Adaptacja wielkiego dramatu, z której nic nie wynika, /Dziennik nr 17/, 21.01.2008

Najnowsza krakowska inscenizacja "Wesela" miała nowoczesnością i radykalną modernizacją wzbudzić dyskusję, włożyć kij w mrowisko. Można jednak mniemać, że tak się nie stanie. (…)"Wesele" w reżyserii W[...]

...

Najnowsza krakowska inscenizacja "Wesela" miała nowoczesnością i radykalną modernizacją wzbudzić dyskusję, włożyć kij w mrowisko. Można jednak mniemać, że tak się nie stanie. (…)"Wesele" w reżyserii Węgra Gezy Bodolaya jest przedstawieniem, którego w zasadzie nie trzeba słuchać. I tak znamy te kawałki na pamięć - wraz z tymi opuszczonymi. Można więc spokojnie patrzeć na kolejną inscenizację dramatu Wyspiańskiego, co to miała wpisać się w rzeczywistość czy też ją skomentować. Że się wpisała w rzeczywistość polskiego teatru, a komentarz to żaden - tak już widać musi być. (…)Kto ma pomysł na Osoby Dramatu w "Weselu" - ten wygrywa. Bodolay miał na nie pomysł: kompletnie je unieważnić i zrobić z nich coś, co w potocznym języku określa się jako - excuse le mot - "rzewne jaja". Tylko że tym pomysłem, a także całą estetyką aktorską tego przedstawienia, wpisał się w pewien obraz recepcji Wyspiańskiego kilku ostatnich sezonów. A obraz ten nosi tytuł "Niemożność". Paradoksalnie - nie mam pretensji do Gezy Bodolaya (…)Wobec "Wesela" okazał się bezradny. A bezradny jest wobec tego tekstu również polski teatr. Ta inscenizacja, w której radykalnie zerwano z toposem bronowickiej chaty, w której krakowski strój mają na sobie tylko obnoszone laleczki z Cepelii, miała być czymś nowym. A nie jest. Bo takie nowoczesne "Wesela" nosi się u nas od kilku dobrych sezonów.(…) Czy mało płodny artystycznie rok 2007, którego spóźnionym finałem jest inscenizacja "Wesela" Gezy Bodolaya, nie powinien być zachętą do odłożenia tego arcydramatu na półkę - i czytania? Może doczekamy jeszcze czasów, gdy ktoś ze sceny wreszcie powie tym tekstem coś naprawdę istotnego.

 

Janusz R. Kowalczyk, Wyspiański unowocześniony czy udziwniony?, /Rzeczpospolita nr 17/, 21.01.2008

(…)inscenizacyjny pomysł Gezy Bodolaya, żeby bohaterów z przełomu poprzednich wieków przenieść do bliskiej nam współczesności, nie wniósł do dzieła Stanisława Wyspiańskiego nic odkrywczego. Poprawna r[...]

...

(…)inscenizacyjny pomysł Gezy Bodolaya, żeby bohaterów z przełomu poprzednich wieków przenieść do bliskiej nam współczesności, nie wniósł do dzieła Stanisława Wyspiańskiego nic odkrywczego. Poprawna reżyseria ani przyzwoite role nie zmienią faktu, że widz, który spodziewał się nowego odczytania "Wesela", musiał obejść się smakiem.

Przedstawienie Węgra ma momenty zaskakującej adaptacyjnej nieporadności, czego jaskrawym przykładem są chłopi w garniturach i z kosami na sztorc. Wygląda to nie tylko anachronicznie, ale i niezamierzenie groteskowo. Jeśli już ma być współcześnie, to Czepiec i jego ludzie powinni wtargnąć uzbrojeni np. w piły mechaniczne. Byłoby równie głupio, lecz przynajmniej lepiej charakteryzowało nasze czasy. (…)

 

 

Jan Bończa-Szabłowski, Wyspiański unowocześniony czy udziwniony?, /Rzeczpospolita nr 17/, 21.01.2008

(...) Wizja Bodolaya przyciąga uwagę oryginalnością i konsekwencją, wprowadza pewną świeżość i dystans, na co nie zdecydował się żaden Polak. Kluczowym mottem wydają się tu słowa Pana Młodego: My jeno[...]

...

(...) Wizja Bodolaya przyciąga uwagę oryginalnością i konsekwencją, wprowadza pewną świeżość i dystans, na co nie zdecydował się żaden Polak.

Kluczowym mottem wydają się tu słowa Pana Młodego: My jeno znamy połowę o sobie, Resztę nie". Trudno spotkać polskiego reżysera, który tak konsekwentnie ukazałby rozdźwięk między naszymi "snami o potędze" a "skrzeczącą pospolitością" jak to uczynił Bodolay. Myślę, że Węgier patrzył na utwór Wyspiańskiego poprzez twórczość Mrożka, a czasem także Gombrowicza. Rzecz jest klarowna i bardzo współczesna. Dzieje się nie w bronowickiej chacie, lecz we współczesnym pomieszczeniu nafaszerowanym współczesną techniką. (…)Nad salą, w której rozgrywa się akcja "Wesela", znajduje się strych, a właściwie rupieciarnia narodowych mitów. Jest tam stare działo, kilka szkieletów a także namalowany przez Matejkę portret Wernyhory. To właśnie stamtąd przybywają Postacie Dramatu. Mówią słowa pełne patosu, przypominają o powinnościach. Jednak nikt z biesiadników nie jest w stanie nawiązać z nimi dialogu. Wobec widm przeszłości współcześni czują się po prostu bezradni.

Osoby "Wesela" w tej inscenizacji mocno stąpają po ziemi. Poeta patrzy pożądliwie na kobiety, a w scenie z piękną Panną Młodą, szukając zakładki pod jej sercem, myśli o jej urodzie, a nie o Polsce.

To "Wesele" jest lustrem, w którym warto się przejrzeć, mimo że na naszym wizerunku pojawią się rysy.

 

 

Paweł Głowacki, Wieczór pędraków, /Dziennik Polski nr 17/, 21.01.2008

Bodolay, reżyser z Węgier, w Teatrze Słowackiego arcysztukę Wyspiańskiego wystawia. Idę więc, oglądam - i cierpkiego olśnienia doznaję. Oto w kluczowej scenie z nieuchwytną Polską - nie o nieuchwytną [...]

...

Bodolay, reżyser z Węgier, w Teatrze Słowackiego arcysztukę Wyspiańskiego wystawia. Idę więc, oglądam - i cierpkiego olśnienia doznaję. Oto w kluczowej scenie z nieuchwytną Polską - nie o nieuchwytną Polskę lecz o uchwytny cyc idzie! Nie powiem, jak by mi ktoś łeb do wiadra bimbru włożył. Albo jak by arcysztukę naszą reżyserował sam - Hrabal.

Nie inaczej, druhu nadwiślański, u nadbalatońskiego Hrabala naszemu Poecie nie o patriotyczny gest, a o wymacanie świeżej miękkości idzie! I tak u Bodolaya jest ze wszystkim. Czyli jak?

Po przedstawieniu znów czytałem "Wesele" - i rzeczywiście! Pod koniec tej polskiej opowiastki genialnej, Czepiec miota słowem "pędraki". Te siedem liter - to istota naszej "tragedii". Nie inaczej. Kluczowej nocy oparty o framugę drzwi w bronowickiej izbie weselnej Wyspiański zobaczył naszą wrodzoną niemoc, ale nade wszystko pojął, że to niemoc pędraków. Nie kolosów, nie Polifemów, nie Herkulesów, nie filozofów, nie Szekspirów, nie Michałów Aniołów i nie Napoleonów, jeno uroczych kurdupli duchowych. Pędraki, co to w pędrakowatej chałupinie na pędrakowatej wioszczynie pod pędrakowatą mieściną - pędrakowato tańcują, pędrakowato chleją i pędrakowato marzą. Przeczytajcie "Wesele" raz jeszcze, ale bez płaczu. No i?

Przecież w dziewięćdziesięciu procentach szczebiotanego tam teksu słychać bombastyczny bełkot. Dzwoni tam cudowne kolebanie się na krawędzi bredni i klasycznie polskiej poezji wujów, co na weselisku chcą pędrakowatą rymowanką o duszy, ojczyźnie i heroizmie błysnąć przed wreszcie gotowymi na wszystko ciociami. Wyspiański miał słuch absolutny. Miał bezlitosne oko. Widział i słyszał bez złudzeń. Miał pewność, że niemoc, którą portretuje, to niemoc miłych kurdupli. Przykrość tylko na jednym polega: że pojął to, usłyszał czytając - akurat Węgier. Nie ty, Krzysiu. I nie ty, Helu.

Właśnie tak: usłyszał czytając. Podkreślam to, gdyż wiele marnych podniebień się znajdzie, co dojdą do banału, że oto w Teatrze Słowackiego Bodolay w ironiczny, cyniczny, szyderczy, czy Bóg wie jaki jeszcze, ale niechybnie wraży balatoński nawias wziął arcysztukę Wyspiańskiego. Otóż - w nic Bodolay "Wesela" nie brał. On tylko po ludzku przeczytał, co tam stoi napisane, a co my na zasadzie tiku psa Pawłowa za świętość bierzemy. My w tych frazach słyszymy kadzidła i syk naszych ran, jodyną polanych - normalny czytelnik zaś słyszy porażający bełkot przeciętnie zdolnych myszy.

Pędrakowatość nie jest cechą oka Bodolaya. Pędrakowatość jest zapisaną w "Weselu" naturą twoją, Krzysiu lub Heleno. Idź więc, Krzysiu czy Heleno, idźcie, pędraki miłe, zobaczyć, jak pędrakujecie. I żebyście się za wiele nie wysilali - spójrzcie tylko na Grzegorza Mielczarka w roli Pana Młodego, a zwłaszcza na Tomasza Wysockiego grającego Poetę. Umrzecie ze śmiechu, zapewniam. Padniecie, bo to przecie nie wy. No i dotrwajcie do wielkiego aktu z widmami. Zobaczycie, jak pędraki gadają z pędrakowatymi snami swymi - z pędrakowatymi, bo na śnienie niby jakich innych demonów stać was?... Przepraszam. Nie was. Ich. Wy zawsze śnicie Olimp, to oczywiste. Tym bardziej zatem chciejcie dostrzec całkowicie obcą wam egzotykę. Zawsze miło popatrzeć na małpy w zoo. Nie?

Chciejcie więc, dobrze radzę, zobaczyć jak pędrakowate widma grafomańsko spitych pędraków, organizują pędrakom fiasko finalnego zrywu bogoojczyźnianego. Wart pędrak pędraka. Znacie to porzekadło? Pewnie, że znacie. Chciejcie dostrzec cały przez Bodolaya u Wyspiańskiego odczytany i w Teatrze Słowackiego nienachalnie opowiedziany, prowincjonalny kabotynizm indywiduów pięciorzędnych. (…)

 

Anna Szczygieł, Słodko-gorzki zapach polskości , /www.kulturatka.pl/, 23.01.2008

(...) Pierwsza myśl – z „Wesela” ktoś zrobił twór dziwny, zakłamany, odarty z polskości, bez krakowskich strojów. Pierwsza myśl. A później zaczęłam słuchać. Zza plastikowych kubków posłyszałam rozmowę[...]

...

(...) Pierwsza myśl – z „Wesela” ktoś zrobił twór dziwny, zakłamany, odarty z polskości, bez krakowskich strojów. Pierwsza myśl. A później zaczęłam słuchać. Zza plastikowych kubków posłyszałam rozmowę. Chociaż bardziej to monolog był. Monolog - każdego z każdym, mówiony niby do człowieka, ale zgrabnie go omijający. Każdy coś do każdego, ale w zasadzie – nikt do nikogo. Tu Radczyni, tam Jasiek, tu Dziennikarz, tam Czepiec. I gadali wszyscy. Do wszystkich i do nikogo. Głośno było, gwarno, nikt nikogo nie rozumiał. Nagle, zdało mi się, że przez plastikowe kubki zobaczyłam Wyspiańskiego. Możliwe to, że nie piórko stanowi o dziele?

Nie o piórko chodziło Wyspiańskiemu, ani o wstążkę, ani o porcelanę na stole. Bodolay chyba to zrozumiał, bo oszczędzając na dekoracji, dodał do treści. Dodał gadaninę, której pełno było – głośnej i denerwującej. Polacy takiej używali i wciąż używają. Tak pokazał to reżyser, który nie wychował się na ukochanym przez nas patosie romantycznym. Z tego romantyzmu całą sztukę odarł i zostawił czystą treść. Wykreślił ludowe bibeloty i korale, na rzecz ludzi – tych z chaty i tych z miasta, poetów i gospodynie, tych po szkołach i tych, którzy pracują na roli. Wszystkich zebrał. A oni wciąż gadali.

Sceny się zmieniały, goście przychodzili, wychodzili. A wesele trwało nadal, gdzieś w tle, za ścianą. Światło przyciemnili i pojawiły się echa Chwały, Tradycji i Historii – chlubnej i gorzkiej. Stańczyk nie wszedł w blasku niezwykłości, Rycerz nie stąpał z lekkością. Nie zniknęli w oparach dymu, po swych wzniosłych mowach. Stali gdzieś na górze, oparci o poręcze. Słuchali, co ludzie na dole gadają. Odarte to było z tego, co porusza i jest gdzieś wysoko, gdzie nie trąci przyziemnością. Mogłam jako wyraz buntu zakrzyknąć, że to bluźnierstwo, że to przecie Wyspiański, że w Krakowie jesteśmy… A tu przemknął obok mnie Chochoł, a w zasadzie Krzysztof Jędrysek: nie miał nic, co słomę by przypominało, tylko płaszcz szarawy i kapelutek. Z różą w ręku, między rzędami przeciskał się z mozołem. Nie śpiewał, nie recytował. Przeszedł. Prawie niepostrzeżenie, tylnymi drzwiami przydreptał Stańczyk. Tak zwyczajnie: ot, błazen zwykły, z dzwoniącą, fikuśną czapą. Przez plastikowe kubki usłyszałam od niego o tych rzeczach, o których pamiętać nie chcemy, albo sił nie mamy. Genialny, rodem z koszmaru Jerzy Światłoń, wbiegł jedynie na krótką chwilę i brocząc krwią był Szelą, którego mocną kreską namalował w dramacie Wyspiański. Wernyhora tylko przez moment przemawiał z obrazu, potem zamilkł. Niezwykłe to były chwile. Osobliwe. Niewiele ich nam reżyser pokazał. Wystarczyło.

Jeśli o klasie teatru stanowi blichtr, świecidełka i błyskotki, to „Wesele” Bodolaya klasą nie grzeszy. Jeśli o polskości stanowi arcypolski reżyser i arcypolski strój krakowski, to nie było to arcypolskie. Siedząc jednak po raz kolejny nad Wyspiańskim i studiując wyliczone przez niego, do bólu polskie ułomności i smutny brak porozumienia między ludźmi, myślę, czy może nie czas, byśmy wyszli poza to, trochę już powycierane i spracowane, rodem z Gombrowicza, automatyczne przywiązanie do starego, poczciwego Stanisława. Czas się zadeklarować i odpowiedzieć, czy będziemy dalej machinalnie przytakiwać, że Wyspiański Wielkim Twórcą Był. (…)Może jednak czas dać szansę i zaufać osądowi osoby o obco brzmiącym nazwisku, patrzącej z dystansem na nasze przywary i polską duszę. Może czas wyjść z cieplutkiego świata spisanych już dawno definicji polskości i pomyśleć, że cała ta weselna historia, o złotych rogach, podkowach i słomianych stworzeniach – to opowieść przede wszystkim o tym, czego nie widać, a co w każdym z nas siedzi i mamrocze arcypolskie zaklęcia. Od najwznioślejszych porywów serca, przez miłość ojczyzny, na najgorszych przywarach i słabościach kończąc. Bo to Polska właśnie.

 

Magdalena Urbańska, Sen Polaków o wolności, /Dziennik Teatralny, www.teatry.art.pl/, 23.01.2008

(...) Spektakl Gezy Bodolaya różni się od innych ostatnio zrealizowanych, uwspółcześnionych dramatów Wyspiańskiego ("Wesele" Zadary czy "Albośmy to jacy, tacy.." Cieplaka). Przede wszystkim operuje on[...]

...

(...) Spektakl Gezy Bodolaya różni się od innych ostatnio zrealizowanych, uwspółcześnionych dramatów Wyspiańskiego ("Wesele" Zadary czy "Albośmy to jacy, tacy.." Cieplaka). Przede wszystkim operuje on oryginalnym tekstem dramatu, nie wprowadza aktualizacji na poziomie tekstu. Zachowana zostaje chronologia oraz podział na trzy akty. Jednak bohaterowie i sceneria, w której się znajdują, jest na wskroś współczesna. Synkretyzm przeszłości i teraźniejszości sygnalizuje nam brak jakiejkolwiek zmiany w myśleniu polskiego społeczeństwa. Ten sam marazm, niemożność działania, a raczej działanie pozorne, którego katalizatorem jest alkohol, panowały na początku XX, jak i XXI wieku. (…)

Stanisław Brzozowski napisał po premierze "Wesela" Wyspiańskiego: "Myśl polski została rażona w samo serce piorunem "Wesela" i gdyby miała serce, padłaby trupem. Ale żywe trupy klaszczą i cieszą się". Dramat ten nic nie stracił na swej aktualności od tamtego czasu, co bardzo wymownie ukazał spektakl Gezy Bodolaya. Błąd tkwi w braku siły tej inscenizacji, czy też rzeczywiście nie mamy już serca?

 

Marta Kania, Dla wszystkich miłośników twórczości Stanisława Wyspiańskiego oraz tych, dla których sztuki krakowskiego artysty wydają się trudne i niewiele znaczące dziś., /www.dlastudenta.pl/, 31.01.2008

Dla wszystkich miłośników twórczości Stanisława Wyspiańskiego oraz tych, dla których sztuki krakowskiego artysty wydają się trudne i niewiele znaczące dziś, Teatr im. Juliusza Słowackiego przygotował [...]

...

Dla wszystkich miłośników twórczości Stanisława Wyspiańskiego oraz tych, dla których sztuki krakowskiego artysty wydają się trudne i niewiele znaczące dziś, Teatr im. Juliusza Słowackiego przygotował niespodziankę. Oto na deskach teatru pojawia się nowa, inna odsłona najsłynniejszego dramatu „Wesele", tym razem w reżyserii Bolaya (Węgry). Premiera prasowa odbyła się 19.01.2008 o godz. 19.00.

Reżyser zadbał o to, aby w niekonwencjonalny sposób zaskoczyć widza a jednocześnie przekazać mu sens dramatu, który choć pisany w odległych dla nas czasach...(prapremiera odbyła się 1901r.) ma przesłanie uniwersalne. Pewne nasze przywary narodowe wciąż tkwią w naszej świadomości i często przeszkadzają w życiu.

Reżyser dość trafnie zestawia dwa światy - Bronowicka chata weselników, choć uwspółcześniona (siano na podłodze i telewizor plazmowy na ścianie), oddaje klimat wesela Jadwigi Mikołajczykówny i Lucjana Rydla z przed wieku, natomiast nowoczesne aranżacje kostiumów i niektórych dekoracji przenoszą widzów na sale współczesnych wesel. Nawet tekst dramatu inaczej brzmi i niesie treści tak ważne w XXI wieku.

Pomimo trudnych pytań i problemów poruszanych w dramacie (decyzje o zorganizowaniu wspólnego powstania chłopów i panów, problem sztucznej przyjaźni miedzy wsią a inteligencją miejską - ówcześnie popularna chłopomania, dezorganizacja klasowa w państwie) sztuka emanuje humorem i sprawia, że nawet znane widzom fragmenty utworu ożywają i zmuszają do refleksji. Jeśli dodamy do tego dobrą grę młodych aktorów m.in.: w roli Jaśka-Krzysztofa Piątkowskiego, Dziennikarza-Rafała Dziwisza, Czepca-Wojciecha Skibińskiego, to nie dziwi nas iż także i ta realizacja przyciągnie wielu widzów.

Sztuka budzi spore zaskoczenie, ponieważ węgierski reżyser wykazuje się głęboką znajomością polskich tradycji oraz realiów, przy tym ciekawie uwydatnia problem człowieka uwikłanego w historię, pragnącego zmian, poszukującego wartości ponadczasowych. Widz ma wrażenie jakby niewiele się zmieniło w mentalności ludzi od tamtego czasu, zatem nadal jest sens, aby dramaty Wyspiańskiego „gościły" na deskach teatru.

 

Justyna Stasiowska, Pończochy i kościotrupy, /Dziennik Teatralny, www.teatry.art.pl/, 07.03.2008

"Wesele" Stanisława Wyspiańskiego używane było do stawiania diagnozy ówczesnemu społeczeństwu. Podejmowali się tego reżyserzy dodając, przycinając spektakl jak garnitur na miarę. Bodolay podjął się te[...]

...

"Wesele" Stanisława Wyspiańskiego używane było do stawiania diagnozy ówczesnemu społeczeństwu. Podejmowali się tego reżyserzy dodając, przycinając spektakl jak garnitur na miarę. Bodolay podjął się tego karkołomnego krawiectwa tworząc "nowe szaty cesarza".

Spektakl przypomina przeszłość państwa i samego dramatu, ukazując widzom wszystkie elementy, z których został stworzony. Reżyser ożywił spektakl, zagrany ponad sto lat temu na deskach tego samego teatru i połączył z nowym stylem, jaki charakteryzuje nasze czasy.(...)

Diagnozą, jaką można postawić jest tylko to, iż nic się nie zmieniło. Pomimo wielu wydarzeń nadal nie jesteśmy w stanie wspólnie działać, choć jesteśmy wspólnotą. Zmieniamy tylko rekwizyty i kostiumy, gdy istota naszych problemów pozostaje taka sama. Te warstwy znaczeń i problemów są jak ubrania, które nakładamy na siebie. Może reżyser chciał być tym, który wykrzyczy, iż cesarz jest nagi.

 
Adres: pl. Św. Ducha 1, 31-023 Kraków centrala: 12 424 45 00, 12 424 45 11, 12 424 45 44 e-mail:
Uwaga: ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej informacji o celu ich używania i zmianie ustawień przeglądarki znajdziesz tutaj. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Czym są pliki "cookie" - „ciasteczka”?


Poprzez pliki „ciasteczka” należy rozumieć dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, przechowywane w urządzeniach końcowych użytkowników przeznaczone do korzystania ze stron internetowych. Pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie użytkownika i odpowiednio wyświetlić stronę internetową dostosowaną do jego indywidualnych preferencji. „Ciasteczka” zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer.

Pliki cookies, wykorzystywane są w celu: tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, które pomagają zrozumieć w jaki sposób użytkownik korzysta ze stron internetowych dostosowanie zawartości i wyglądu strony do preferencji użytkownika

Używane ciasteczka na naszej stronie


  1. PHPSESSID - identyfikator sesji użytkownika
  2. PersistentQueueNumber,manageableQueueCookie0,goodsport – przechowuje kolejkę zdjęć
  3. offerclient - sesja klienta
  4. CMS_DEBUG – debugowanie strony
  5. jsltTestCookie – testowe ciasteczko
  6. CookieInfo - informacja o wyświetleniu powiadomienia dotyczącego użycia przez stronę plików cookies
  7. __utmaa, __utmab, __utmac, __utmaz - używane są przez usługę Google Analytics która pozwala na generowanie statystyk strony www
  8. ADMS_ID, storeregion, mbox, georouting_presented, BANNER_TYPE, s_pers, s_vi - adobe.com
  9. x-src, datr - używane przez facebook.com

Zmiana ustawień ciasteczek (cookies) w przeglądarkach:


- Opera
- Firefox
- Internet Explorer
- Chrome
- Safari

Wyłączenie akceptacji ciasteczek znacznie ogranicza funkcjonalność większości podstron witryny.