Teatr Słowacki w Krakowie
EN | PL
Vernon Subutex
Tajemnice Wesela
Bolesław Śmiały
Rabacja
Zemsta
szklanepaciorki
Teatr w Krakowie. Prolog
Wyzwolenie
Plastiki
Strona główna Aktualne spektakle Archiwum spektakli
 
Aktualności Repertuar Spektakle Zespół Teatr Galeria Bilety

Archiwum spektakli

Obsady premierowe przedstawień po 1945 roku

na motywach opowiadania Oskara Tauschinskiego

Ojciec

scenariusz, reżyseria i scenografia: Agata Duda-Gracz
muzyka: Jakub Ostaszewski
ruch sceniczny: Kamila Jankowska
ruch sceniczny: Witold Jurewicz
reżyseria światła: Katarzyna Łuszczyk
konsultacje kaskaderskie: Tadeusz Widomski
konsultacje kaskaderskie: Maciej A. Maciejewski
asystent reżysera: Katarzyna Brewińska
inspicjent : Iwona Cieślik

Jedna z najciekawszych współczesnych polskich reżyserek wzięła tym razem na warsztat mało znane opowiadanie pochodzącego z Galicji wybitnego pisarza i poety austriackiego. Podejmujący problem relacji sztuki i życia, sacrum i profanum utwór Tauschinskiego stał się tutaj punktem wyjścia dla głęboko indywidualnej, twórczej wizji Agaty Dudy-Gracz, okrzykniętej przez krytyków sukcesorką teatru totalnego.

Spektakl dla widzów dorosłych!

 

 

 

 

ceny biletów:

normalne 45 zł

ulgowe 35 zł

 

Premiera: 27.11.2010

Czas trwania: 1 godz.40 min.


Obsada:

Matka:   Ewa Worytkiewicz (gościnnie)
Córka:   Karolina Kamińska
Ojciec:   Tomasz Międzik
Jur:   Krzysztof Piątkowski
Czeladnik:   Tomasz Wysocki
Św. Dionizy:   Sławomir Rokita
Św. Sebastian :   Maciej Nerkowski (gościnnie)
/:   Daniel Malchar
Św. Julianna:   Teresa Lipinski

Recenzje:

Paweł Głowacki, Makatka nad piecem, /Dziennik Polski/, 29.11.2010

Gdyby go bozia nie wygięła - byłby prosty. Z boku wygląda jak "s" na początku kłopotliwego słowa. Swąd? Smród? Samogon? Smętek? Smutek? Samotność? Smagać? Snuć się? Śmierć, ale bez zmiękczającej kresk[...]

...

Gdyby go bozia nie wygięła - byłby prosty. Z boku wygląda jak "s" na początku kłopotliwego słowa. Swąd? Smród? Samogon? Smętek? Smutek? Samotność? Smagać? Snuć się? Śmierć, ale bez zmiękczającej kreski nad pierwszą literą? Sum na dwóch nogach - smakosz mułu? Sybaryta marności? Nikt? Tak, nikt. Wprawdzie nie pisze się tego przez "s", lecz bądźmy wielkoduszni - on i tak nie umie czytać. Więc - "nikt", pisane przez "s". Po prostu "snikt".

Gdy dziś, w pokazywanym na dużej scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego seansie "Ojciec" idzie w poprzek świata przedstawionego - wygląda jak nieudany garbus. Nie pochylony na wieki wieków, a na wieki wieków w tył wychylony. Nie plecy w pałąk i w górę. Nie. Brzuch w pałąk i do przodu. Wiecznie coś pod nosem mrucząca pokraka w portkach na szelkach - tak idzie przez darowany los. Tak oddycha, tak śpi, tak glinę rozrabia, tak stoły przestawia, tak głuszy córkę (Karolina Kominek) pana swego - rzeźbiarza przeciętnego (Tomasz Międzik). Tak jest. Tak zdycha. Być przez bozię na wieki wieków wygiętym w "s" - dobra pozycja do patrzenia w niebo. Tylko że tu nie ma pocieszającego sklepienia. W wyreżyserowanej przez Agatę Dudę-Gracz opowieści bozia jest tylko urojeniem niespiesznie zdychających...

Dość. Ile jeszcze mógł-bym mówić o Tomaszu Wysockim jako Czeladniku w "Ojcu"? O jego mrukach, jego gestach, jego twarzy, jego palcach, jego ciszach, rykach, jękach, połykanych smarkach, lękach. O jego zwierzęcości. O jego łzach. O tym, że w scenicznym śnie Dudy-Gracz jest gościem, co przylazł z obrazu Boscha - boską świnią człekokształtną, raczej bez złudzeń czekającą na wieczność. A dla zabicia czasu celebrującym nasze stare rytuały: glina, papieros, zupa, głuszenie panien nie w kwiecie wieku, a w pąku. Jak długo jeszcze i w jakiej intonacji mógłbym nucić song o niepowtarzalnej roli Wysockiego? O Czeladniku i o tym wszystkim, co się w opowieści Dudy-Gracz dzieje na dole, w rzeźbiarskiej pracowni tytułowego Ojca, wśród ciał biednych, zup cienkich, słów ułomnych. Jak długo? Do jutra, co najmniej. Dlatego mówię: dość.

Rzecz w tym, że Duda--Gracz śni. Znów. I nam nic do tego. Przeczytała opowiadanie Oskara Jana Tauschinskiego "Świętokradztwo", przeczytała ten - jak dla mnie - nużąco trywialny kawałek o duchowym trudzie rzeźbiarza, który, mając w glinie stworzyć Chrystusa ukrzyżowanego, dochodzi do ciemnego wniosku, że aby wiarygodnym być, musi naprawdę ukrzyżować modela (Krzysztof Piątkowski jako młodzieniec Jur). Do tego - co oczywiste - klasyczna opozycja: tu świętość, sztuka, podobizna odkupienia - a obok żyćko, czyli seks, ból, marzenia niespełnione plus głupia, acz poczciwa żona artysty (Ewa Worytkiewicz). Jak powiadam - chłonie Duda--Gracz ten banał, śni na jego kanwie inscenizacyjne arabeski metafizyczne, a nam nic do tego. Poza jednym. Jak uczy Fellini - sny w sztuce winny mieć maestrię szwajcarskiego zegarka. Inaczej mamy maź.

To, co dzieje się u Dudy-Gracz na dole, ma walor sensownego prymitywizmu. Ot, niby Nikifor. Na dole nie ma dymów. Glina, zupa, kiszony ogórek, bydlęcy seks, fenomenalnie sensualny Wysocki - gość z płócien Boscha, brak nieba. To wszystko. I, wcale nie paradoksalnie, tyle by wystarczyło do ocalenia intelektualnej banialuki Tauschinskiego. Tu, w żałosnej symfonii ludzkich beknięć, banialuka mogłaby stać się bliższa ciału, mogłaby zyskać na człowieczej marności. Cóż począć, prócz dołu jest w "Ojcu" również góra - sny Dudy-Gracz, sny zerwane ze smyczy szwajcarskiego zegarka.

Rzeźby stojące na monstrualnych drabinach (Sławomir Rokita, Maciej Nerkowski, Teresa Lipinski) - pieją nawiedzone arie, bądź ruchy dziwne wykonują. Światła wciąż przeskakują z metafizycznej siności w prosektoryjną biel. Ludzie po ziemi zaczynają łazić niczym automaty. I tak dalej. Nie ufa Duda-Gracz mocy realności? Musi pompować beknięcia koturnową dziwnością, mgłami inscenizacyjnej tajemniczości? Musi całość seansu, a zwłaszcza przybity do krzyża, gdzieś pod teatralnym sufitem dyndający Piątkowski, przywodzić mi na myśl aurę makatki nad piecem w chałupie mojej babki Katarzyny, Panie świeć nad jej duszą? Cóż, jak mus, to mus. Ja muszę iść na mecz Wisełki. Więc kończę.

i

 

Elżbieta Konieczna, Ojciec, /Miesiąc w Krakowie/, 29.11.2010

 Jednych przerazi i zniesmaczy, drugich zachwyci i zastanowi. Taki jest spektakl Agaty Dudy-Gracz, artystki, która nie boi się prowokacji, drażnienia, szokowania widza. Robi to po coś. Agata Duda[...]

...

 

Jednych przerazi i zniesmaczy, drugich zachwyci i zastanowi. Taki jest spektakl Agaty Dudy-Gracz, artystki, która nie boi się prowokacji, drażnienia, szokowania widza. Robi to po coś.

Agata Duda-Gracz tworzy teatr genetycznie uwarunkowany. Patrzy na scenę okiem malarza, scenografa. Przenosi na nią swoje rozedrgane emocje, narzuca je aktorom – bezwzględnie podporządkowanym i ślepo wierzącym. Nie boi się prowokacji, drażnienia, szokowania widza. Ryzykuje. Pójdzie pod prąd, nie rozglądając się na boki. Zwycięży jak w Abelardzie i Heloizie (Teatr Słowackiego) albo polegnie sromotnie jak w Romeo i Julia (STU). Jej ojciec – Jerzy Duda-Gracz – dla jednych kontrowersyjny malarz, dla innych wspaniały był właśnie taki. To znaczy, że ona jemu... Nie! To tylko znaczy, że się szczęśliwie urodziła, ale poza tym jest bardzo utalentowana.

Ojciec na motywach opowiadania Świętokradztwo, mało znanego w Polsce pisarza Oskara Jana Tauschinskiego, musi być dla niej szczególnie ważnym scenariuszem (sama go napisała). Dotyka bowiem tajemnicy powstawania sztuki. Ojciec – tytułowa postać otrzymuje – wymarzone zlecenie: ma wyrzeźbić do kościoła Panny Marii postać Chrystusa na krucyfiksie. Figura musi być doskonała. Tak jak sztuka musi być doskonała, inaczej nie ma sensu. Wszystko albo nic! Artysta wielki, a może raczej artysta uczciwy musi mieć wdrukowaną w duszę bezwzględność. Czyż nie?

Ten, kto rzeźbi figurę Absolutu, sam może być figurą pokraczną. Życie i sztuka to dwa przeciwne bieguny. Więc pokażmy, z jakiej gleby rodzi się to Coś, akt strzelisty szybujący do Boga. Spróbujmy to opisać z własnej perspektywy widza, zostawiając na boku do bólu przemyślany świat Agaty Dudy-Gracz.

Matka, Ojciec, Córka, Czeladnik – ponure towarzystwo, ponury kontekst do wielkich rzeźb świętych, w które artysta tchnął dusze. Piękne, dostojne postaci z gliny i pokraczni, karykaturalni ludzie – Matka, Czeladnik, koślawi, brzydcy jak u Boscha. Nikt nie ma zamiaru ich pokochać. Widz też. Ojciec - artysta rzadko pokazuje twarz, mówi monosylabami. Nie zważa na otoczenie, nie traci na nic czasu. Rzeźbi. Czas płynie między brutalną fizjologią a mistyką. Dopiero przygodnie wynajęty chłopak – model postaci Chrystusa – przełamie te złe, emanujące ze sceny emocje, obudzi przyjazne uczucia. Choć wcześniej Czeladnik, ten pokurcz Quasimodo, zapłacze nad porąbanymi kawałkami Chrystusa zniszczonego przez mistrza i z miłością je ukryje przed jego gniewem rozpaczy. Nie ma tolerancji dla szpetoty, choćby szpetnego stać było na uczucie afirmacji.

Jaką cenę trzeba zapłacić za zbliżenie się do wielkiej Sztuki, za wyrzeźbienie figury doskonałej, za wyrzeźbienie śmierci? Każdą. Z unicestwieniem otoczenia i mordem włącznie.

Jak to zostało w teatrze pokazane? Chciałoby się powiedzieć pięknie, ale to złe, nieadekwatne słowo. Owszem, pięknie wizualnie, inscenizacyjnie: kompozycja sceny, ruch, światło, muzyka, dramaturgia spektaklu. Jest w tym przedstawieniu jakaś święta pasja i pęd do profanacji w jednym. Jest prawda o najgorszym z możliwych, brutalnym zderzeniu życia i sztuki. Sacrum i profanum. Jest przekonanie reżysera, że tak to właśnie jest. I przekonanie aktorów, że trzeba nam, widzom to uzmysłowić. Robią to znakomicie, zwłaszcza Ewa Worytkiewicz, Tomasz Wysocki – obydwoje niepokojący w maskach, karykaturach postaci, oraz Krzysztof Piątkowski jako ten sympatyczny chłopaczyna, któremu się trafiła rola życia i śmierci, naiwnego prostaczka, który otrzymał dar przeczucia Absolutu.

 

Jestem pod wrażeniem.

 

Elżbieta Konieczna

 

Justyna Stasiowska, Artysta to brzydkie słowo, /Dziennik Teatralny Kraków/, 30.11.2010

Premiera „Ojca” w Teatrze im. Juliusza Słowackiego jest pełnym ciekawych rozwiązań spektaklem. Publiczność ma możliwość oglądnięcia serii przemyślanych obrazów stając się świadkiem, niemal uczestnikie[...]

...

Premiera „Ojca” w Teatrze im. Juliusza Słowackiego jest pełnym ciekawych rozwiązań spektaklem. Publiczność ma możliwość oglądnięcia serii przemyślanych obrazów stając się świadkiem, niemal uczestnikiem. Z rozwojem akcji, spektakl przemienia go z podglądacza w widza, którego uwaga jest precyzyjnie sterowana.

Widz zostaje przeprowadzony przez kulisy Teatru im. Juliusza Słowackiego na dużą scenę, gdzie nad przechodzącą publicznością stoją rzeźby św. Sebastiana, św. Dionizy oraz św. Julianna. Szeptają „cisza” do przypadkowych podglądaczy, którzy wdarli się do pracowni rzeźbiarza. Widownia jest mała, a publiczność siedząc wydaje się ustawiona niby w kącie w pokoju mają możliwość obserwowania życia artysty.

Spektakl dostarcza nam ciekawego otwarcia. Pojawiają się na scenie wszystkie postacie poruszając się sztywnymi geometrycznymi torami. Prawie każdy bohater prowadzi monolog, co w całości zmienia się w kakofonię dźwięków. Ojciec (Tomasz Międzik) krzyczy, żeby jeszcze raz zacząć. W tym momencie przed naszymi oczami prezentuje się mechaniczny balet i śpiewające figury świętych. Ciekawy gest wydaje się wprowadzać nas w umysł rzeźbiarza. Jednak kolejne sceny nie rozwijają tego motywu, podając nam jedynie wydarzenia i skumulowane w charakterystycznych gestach życie postaci.

Pełne agresji i cierpienia historie, jak śmierć matki, która potem chodzi po scenie w białej sukni i z zakrwawionym podbrzuszem, szukają swojej przeciwwagi w sztuce. Momenty tworzenia piękna są rzadkie i obudowane śpiewem świętych. Odczuwa się w trakcie rozwoju spektaklu, iż dla długo ogrywanych scen cierpienia i bólu, jak gwałcenie przez Czeladnika (Tomasz Wysocki) córki (Karolina Kominiek) przeciwwagą są sceny miłości między dwojgiem ludzi. Pokazywanie skrajnych sytuacji jest zasadą naczelną dla spektaklu, dlatego przedstawiany proces wydaje się być jedynie nagromadzeniem obrazów, a nie spójną całością.

Reżyserka, próbując skumulować wydarzenia mające miejsce na przestrzeni kilkudziesięciu lat, odwołała się do sprawnego mechanizmu. Fragmenty fabuły oglądamy jak mechaniczny balet, którzy przewija przed nami akcje niby na taśmie wideo. Rytmiczność i dźwięk metronomu towarzyszy sztywnym ruchom matki idącej z praniem, czeladnika przygotowującego skrzynie na rzeźbę. Zatrzymujemy się tylko w kilku sytuacjach – jedzenia, mówienia o pracy i seksu. Wydaje się, iż oglądamy rzeczywistość rzeźbiarza, który przepływa obok wydarzeń tylko niekiedy myśląc o danej chwili. Tomasz Międzik tworzy postać, która wpatrzona jest w siebie, pochłonięty poszukiwaniem ideału kontaktuje się z rzeczywistością rzadko. Sprawia to, iż nie zauważa najważniejszych wydarzeń życia – śmierci żony i miłości córki. Zatapia się w siebie stając się coraz bardziej nieczułym na rzeczywistość. Zniszczone rzeźby, agresja wywołana frustracją tworzy skorupę. Staje się to dla widza jedyną widoczną formą

Spektakl został stworzony przez szereg obrazów, których łączenie jest dość widoczne i mechaniczne. Abyśmy nie widzieli zmian zasłania się scenę ciemną kurtyną. Wtedy z widowni wstaje młody chłopak ubrany tak abyśmy nie mieli najmniejszej wątpliwości, iż to prosty, niewykształcony człowiek. Próbuje śpiewać kościelny hymn lecz jest to nieudolna próba. Staje się to ciekawym komentarzem do jego roli modela Chrystusa na krzyżu. Grubo zarysowane postacie nie zostawiają wątpliwości, ani przestrzeni do interpretacji. Trudno również doszukać się zmiany czy procesu jaki przechodzą bohaterowie. Wszystko znika w rytmiczności kolejnych sekwencji, które pod koniec spektaklu już nużą.

 

 

 

Leszek Konarski, W poszukiwaniu doskonałości, /Przegląd/, 10.01.2011

Agata Duda-Gracz znowu zaskoczyła, reżyserując na scenie krakowskiego Teatru im. Juliusza Słowackiego przejmujący spektakl „Ojciec”, na motywach opowiadania austriackiego pisarza Oskara Jana Tauschin[...]

...

Agata Duda-Gracz znowu zaskoczyła, reżyserując na scenie krakowskiego Teatru im. Juliusza Słowackiego przejmujący spektakl „Ojciec”, na motywach opowiadania austriackiego pisarza Oskara Jana Tauschinskiego „Świętokradztwo". Sama napisała scenariusz, zaprojektowała scenografię oraz kostiumy, wymyśliła konstrukcję widowni zapewniającą bezpośredni kontakt z aktorami, do których napisała oddzielne listy drukowane w programie spektaklu. A jest to podobno oparta na autentycznym wydarzeniu opowieść

o rzeźbiarzu, który dostaje zamówienie na krucyfiks. Aby podołać zadaniu i zrobić dzieło doskonałe, niszczy wszystko wokół siebie, rozbija kolejne rzeźby, wreszcie zabija pozującego mu mężczyznę. Wtedy zaczyna rozumieć, że można i trzeba zawsze dążyć do absolutu, ale nigdy nie można go dosięgnąć. To piękny spektakl o pragnieniu bycia doskonałym zarówno w życiu, jak i w sztuce.

Wprawdzie nigdzie, nawet mimochodem, reżyserka nie wspomina o swoim ojcu Jerzym Dudzie-Graczu, niemniej wyniesione z domu obserwacje walki artysty z materią niewątpliwie pomogły zrozumieć duszę twórcy.

 

Magdalena Urbańska, Śmiercionośne psyche, /Dziennik Teatralny Kraków/, 01.02.2011

„Ojciec” Agaty Dudy-Gracz przede wszystkim zachwyca – jakkolwiek banalnie to brzmi – wizualnym pięknem. Genialny pomysł na uchwycenie przestrzeni i wykorzystanie jej do kreowania sakralnej atmosfery s[...]

...

„Ojciec” Agaty Dudy-Gracz przede wszystkim zachwyca – jakkolwiek banalnie to brzmi – wizualnym pięknem. Genialny pomysł na uchwycenie przestrzeni i wykorzystanie jej do kreowania sakralnej atmosfery sprawia, że widz zostaje całkowicie zaabsorbowany w krąg coraz bardziej drastycznego studium artysty. (...) Spektakl rozgrywa się na dużej scenie Teatru Słowackiego, a mimo wszystko jest to przestrzeń kameralna. Usadowienie publiczności na scenie, w niewielkiej odległości od rozgrywanych zdarzeń, jednocześnie buduje intymną relację, jak i wciąga widza w obręb przedstawienia. Bliskość wzmaga współuczestnictwo, nieraz rodzaj podglądactwa, ale w rezultacie także – współodpowiedzialności. Przestrzeń to połączenie pracowni artysty – tego, co dla twórcy najbardziej osobiste oraz obszaru sakralnego. (...) Wizualność i atmosfera są ogromnymi zaletami tego spektaklu. W głowie gdzieś mamy „Drogę krzyżową” ojca reżyserki – Jerzego Dudy-Gracza, po którym odziedziczyła artystyczną wrażliwość. Prace malarza są o tyle ciekawe i wstrząsające, że do ponadczasowych tematów religijnych przemycają mocny komentarz na temat świata i postaci jak najbardziej współczesne. Podobnie jest w „Ojcu”, gdzie wizyjne obrazy przemycane zostają do spektaklu, dzięki brawurze i inscenizacyjnej odwadze. Miejscami jednak Duda-Gracz prowadzi akcję, jakby bała się choć na chwilę ją zawiesić i pozwolić się ponieść przedstawieniu. Gdy zapada kurtyna, niezbędna do zmiany scenografii, widz nie ma chwili na refleksję – albo jeden z aktorów, siedzący wśród publiczności (początkowo wydaje się, że to widz) wstaje i śpiewa kościelną pieśń, albo zmarła Matka wybiega przed publiczność i przeraźliwie w jej stronę chichocze. Rytm spektaklu zostaje wybity poprzez dźwięki rzeźbiarskiego dłuta, synchroniczne poruszania się bohaterów i piękny chóralny śpiew posągów. Troszkę zbyt dużo w tym mechaniczności, zaplanowanej inscenizacyjnej regularności. Spektakl ma w sobie siłę, która zaabsorbowałaby widza bez „sztuczek” i wyznaczyła rytm opowieści. Poza tym, mamy chór do towarzystwa.

 

Katarzyna Fazan, Świętokradztwo dobrze skrojone, /Teatr 2/2011/, 02.02.2011

(…) Nie ulega wątpliwości, że artystyczna decyzja wpisania spektaklu w tradycyjny nurt misteryjnego teatru jest odważna. Zarówno w jej wersjach sakralnych, jak i w obrazoburczych, do czego skłania tem[...]

...

(…) Nie ulega wątpliwości, że artystyczna decyzja wpisania spektaklu w tradycyjny nurt misteryjnego teatru jest odważna. Zarówno w jej wersjach sakralnych, jak i w obrazoburczych, do czego skłania temat Świętokradztwa, ryzyko jest związane z wzięciem odpowiedzialności za proces poświadczający wiarygodność i głębię scenicznych znaków. Jeśli na scenie ma być przeprowadzone ukrzyżowanie – i aktorzy, i reżyser – muszą ponieść konsekwencję takiej decyzji. Nie jest to pusty akt, jego drastyczność musi wstrząsać; wprowadzać duchowe następstwa fizycznego przekroczenia, jakim jest inscenizowanie pasji.

 

Joanna Marcinkowska, Poświecić się dla sztuki, /Teatralia Kraków/, 15.09.2011

(...) „Ojciec” to widowisko bardzo symboliczne, skupiające widza, a jednocześnie, dwukrotnie, wytrącające go z tego skupienia. Scena zostaje wtedy zasłonięta i słychać jedynie głośny śpiew. Za pierwsz[...]

...

(...) „Ojciec” to widowisko bardzo symboliczne, skupiające widza, a jednocześnie, dwukrotnie, wytrącające go z tego skupienia. Scena zostaje wtedy zasłonięta i słychać jedynie głośny śpiew. Za pierwszym razem na tle kurtyny przesuwa się Matka (Ewa Worytkiewicz) w białej, zakrwawionej koszuli, za drugim Krzysztof Piątkowski wyrzuca z siebie (wstając nagle z widowni) monolog oburzonego widza, a następnie znika. Każdy element jest tu jednak dokładnie przemyślany. Emocjami trzeba żonglować. Trzeba je rozpraszać, gdy są zbyt skupione i napięte lub ułaskawiać, gdy sytuacje stają się zbyt dramatyczne. Harmonię tego spektaklu dopełnia idealna długość scen oraz kilkukrotnych „zatrzymań” akcji. (...) To niezwykły, przejmujący i naprawdę dobry spektakl o roli artysty, o rodzinie, miłości, sztuce, a także o dążeniu do doskonałości. Piękna opowieść na temat dosłownie realizowanej zasady „po trupach do celu”...

 

Sonia Kaczmarczyk, Granica szaleństwa, /Dziennik Teatralny Kraków/, 02.11.2011

(...) Spektakl jest nie tylko poruszającą adaptacją opowiadania „Świętokradztwo” Oskara Tauschinskiego, zachwyca również od strony technicznej. Scenografia (stworzona przez Agatę Dudę-Gracz) przywodz[...]

...

(...) Spektakl jest nie tylko poruszającą adaptacją opowiadania „Świętokradztwo” Oskara Tauschinskiego, zachwyca również od strony technicznej. Scenografia (stworzona przez Agatę Dudę-Gracz) przywodzi na myśl obraz, w którym każda postać i przedmiot ma swoje jasno określone miejsce, tę sztywność dodatkowo podkreślają białe podpisy na scenie i ścianach: „czeladnik”, „zydel”, „prawa”, „córka”. W tej przestrzeni wszystko jest starannie zaplanowane, figury świętych – Sebastiana, Julianny i Dionizego pełnią nie tylko rolę obserwatorów i bezlitosnych komentatorów, niczym chór z antycznych tragedii, ale też wyznaczają granicę między tym, co „święte”, a tym, co „ziemskie”. Artysta, niezależnie od starań, nie wzniesie się do ich poziomu, co nie znaczy, że nie powinien próbować. Trzeba jednak wiedzieć, kiedy powiedzieć dość maniakalnej pogoni za ideałem, bo, jak pokazuje reżyserka, łatwo jest popaść w niebezpieczne szaleństwo.

„Ojciec” jest spektaklem wartym polecenia na wszystkich płaszczyznach – pod względem przekazu, aktorstwa i scenografii. Agata Duda-Gracz pokazuje, że Teatr im. Juliusza Słowackiego nie boi się wyzwań artystycznych, a widzowie jeszcze długo po zakończeniu spektaklu będą mieć przed oczami feralny krucyfiks.

 

Szandra Szaja, W pogoni za boskością, /e-splot.pl/, 31.12.2011

(…) Spektakl, dzięki sugestywnej i genialnej grze aktorów, atmosferze patosu i jednocześnie codzienności, pokazuje świat na granicy rozpadu. Z jednej strony człowieka, który chcąc być Bogiem, pragnie [...]

...

(…) Spektakl, dzięki sugestywnej i genialnej grze aktorów, atmosferze patosu i jednocześnie codzienności, pokazuje świat na granicy rozpadu. Z jednej strony człowieka, który chcąc być Bogiem, pragnie stworzyć dzieło doskonałe, z drugiej, będąc jedynie mężczyzną z krwi i kości, tu na ziemi niszczy swoją rodzinę, ich i swoje życie. To wszystko, co mogło mieć wartość i sens.

 

Maria Anna Piękoś, Tato, /Dziennik Teatralny Kraków/, 31.05.2012

(...) „Ojciec” w reżyserii Agaty Dudy-Gracz jest spektaklem monumentalnym. Ta monumentalność przytłacza, od samego początku, czyli przejścia przez całą długość sceny, pod uciszającymi głosami żywych p[...]

...

(...) „Ojciec” w reżyserii Agaty Dudy-Gracz jest spektaklem monumentalnym. Ta monumentalność przytłacza, od samego początku, czyli przejścia przez całą długość sceny, pod uciszającymi głosami żywych posągów, z miejsca deprymującymi widza. Następnie konieczność równoległego śledzenia owych rzeźb, które z wysoka i z wyższością spoglądały na zmagania mieszkańców domu Mistrza. Jest w tym coś z mitologicznego patronatu bóstw, które snują osnowę tego świata z wydawanych przez siebie dźwięków i słów. Czasami tylko dochodzi do łamania tych płaszczyzn – córka rzeźbiarza w odruchu silniejszego uczucia wspina się po wysokiej drabinie i, stając w twarzą w twarz z figurą świętego Sebastiana, namiętnie ją całuje.

 

Technicznie sztuka jest godna pochwały: świetna reżyseria światła wartościuje niekiedy obrazy w symultanicznych scenach, które udaje się pokazać poprzez wykorzystanie głębokości sceny. Inne ciekawe efekty to: zaznaczone pory dnia, niekiedy stopniowanie jasności w zależności od atmosfery, podkreślenie nałożenia czasoprzestrzeni w początkowej scenie poprzez wprowadzenie seta z rażącym połączeniem kolorów lamp, a także zbudowanie klimatu warsztatu artysty, który tak naprawdę trudno umieścić w jednej epoce. To odczucie zbudowane jest także przez kostiumy, które można przypisać zarówno do czasów współczesnych, jak i do stylów minionego wieku. Muzyka potęguje wrażenie – oparta głównie na śpiewie żywych rzeźb, utrzymanym w stylu chorału, dająca efekt naturalnego dopełnienia obrazu prezentowanego na scenie. Również aktorsko sztuka jest udana – ciekawe postaci stworzyli przede wszystkim Tomasz Wysocki, Ewa Worytkiewicz (zwłaszcza jako upiór żony) oraz Tomasz Międzik. Nieco świeżości wprowadza Krzysztof Piątkowski, którego Jur przeciwstawia się napięciu, jakie nosili w sobie mieszkańcy warsztatu. Karolina Kominek, czyli wiotka i delikatna Córka, była na granicy między tymi dwiema postawami.

 

Spektakl powstał na podstawie dzieła Oskara Tauschinskiego „Świętokradztwo”. Czym mogło być tu owe świętokradztwo – sięgnięciem po świętość człowieka, aby stworzyć dzieło idealne? Wykoślawieniem motywu ukrzyżowania, do którego prawa uzurpował sobie rzeźbiarz z powodu chorej ambicji? Warto poszukać własnej interpretacji. Warto zobaczyć ten spektakl.

 

Karolina Kiszela, W imię Ojca, /Dziennik Teatralny Kraków/, 04.06.2012

(...) Tak naprawdę temat artysty i twórczości jest tylko pretekstem, a spektakl „Ojciec” w swej wymowie kandyduje do grona sztuk ważnych, które chcą mówić o życiu i być jego metaforą. Bo wszystko jest[...]

...

(...) Tak naprawdę temat artysty i twórczości jest tylko pretekstem, a spektakl „Ojciec” w swej wymowie kandyduje do grona sztuk ważnych, które chcą mówić o życiu i być jego metaforą. Bo wszystko jest tu symboliczne – drążenie w materiale twórczym to nie tylko poszukiwanie, ale też codzienne „dzianie się”, to ludzka egzystencja, która jest jak kamienista droga, na której ciągle się potykamy. Ale już wychodzenie poza ten materiał to próba sięgnięcia po zabronione, chęć dotknięcia nieuchwytnego, Boga, przejęcia Jego roli, to zabawa w Stworzyciela. Rzeźba ukrzyżowanego Chrystusa symbolizuje ostateczność.

 

Można odnieść wrażenie, że reżyserka zapragnęła ze swojej sztuki uczynić parabolę. Niestety nie jest to proste do zrealizowania na scenie. Efekt, jaki osiągnęła, to na wpół żywi, na wpół martwi bohaterowie – marionetki pozbawione wolnej woli, ciągane po scenie za sznurki za dużych koszul. Zabieg ten doprowadził do tego, że same sytuacje stały się mocno zeschematyzowane, „typowe”. Mamy więc nieco stereotypowo przedstawione stosunki mąż – żona, ojciec–córka, kobieta–mężczyzna, artysta–dzieło. Relacje są przerysowane, wychodzą poza zdrowe granice, na scenie panuje zezwierzęcenie i szeroko pojęta „monstrualność”. W dodatku wszystko podąża w jednym kierunku – kierunku śmierci. To, czego doświadczamy, to nocna mara, koszmar, który łączy się z życiem tak bardzo, że nie jesteśmy już pewni czy to jawa, czy sen.

 

„Ojciec” jest pięknym obrazem, który oglądamy ze wszystkich stron; możemy poczuć się nie jak w teatrze, ale jak w galerii sztuki – śledzimy proces powstawania spektaklu–obrazu, próbowania, zmagania się ze sobą aktorów, by na końcu powstał rys pasji, czyli scena ukrzyżowania.(...)

 
Adres: pl. Św. Ducha 1, 31-023 Kraków centrala: 12 424 45 00, 12 424 45 11, 12 424 45 44 e-mail:
Uwaga: ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej informacji o celu ich używania i zmianie ustawień przeglądarki znajdziesz tutaj. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Czym są pliki "cookie" - „ciasteczka”?


Poprzez pliki „ciasteczka” należy rozumieć dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, przechowywane w urządzeniach końcowych użytkowników przeznaczone do korzystania ze stron internetowych. Pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie użytkownika i odpowiednio wyświetlić stronę internetową dostosowaną do jego indywidualnych preferencji. „Ciasteczka” zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer.

Pliki cookies, wykorzystywane są w celu: tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, które pomagają zrozumieć w jaki sposób użytkownik korzysta ze stron internetowych dostosowanie zawartości i wyglądu strony do preferencji użytkownika

Używane ciasteczka na naszej stronie


  1. PHPSESSID - identyfikator sesji użytkownika
  2. PersistentQueueNumber,manageableQueueCookie0,goodsport – przechowuje kolejkę zdjęć
  3. offerclient - sesja klienta
  4. CMS_DEBUG – debugowanie strony
  5. jsltTestCookie – testowe ciasteczko
  6. CookieInfo - informacja o wyświetleniu powiadomienia dotyczącego użycia przez stronę plików cookies
  7. __utmaa, __utmab, __utmac, __utmaz - używane są przez usługę Google Analytics która pozwala na generowanie statystyk strony www
  8. ADMS_ID, storeregion, mbox, georouting_presented, BANNER_TYPE, s_pers, s_vi - adobe.com
  9. x-src, datr - używane przez facebook.com

Zmiana ustawień ciasteczek (cookies) w przeglądarkach:


- Opera
- Firefox
- Internet Explorer
- Chrome
- Safari

Wyłączenie akceptacji ciasteczek znacznie ogranicza funkcjonalność większości podstron witryny.