Sezon 2010/2011 Aktorzy współpracujący Reżyserzy Scenografowie Autorzy muzyki
 
Aktualności Repertuar Spektakle Zespół Teatr Galeria Bilety

Aktorzy współpracujący

Marian Cebulski

  opis ogólny nagrody



Nestor Teatru im. Juliusza Słowackiego, jeden z najpopularniejszych aktorów Krakowa.

 

Urodził się w 21 marca 1924 roku w Krakowie, w rodzinie przedwojennego oficera Wojska Polskiego. W czasie okupacji występował w teatrze konspiracyjnym Adama Mularczyka. Po wojnie, w 1945 roku, wstąpił do Studia Aktorskiego przy Starym Teatrze, w 1948 roku zdał aktorski egzamin eksternistyczny. Zadebiutował 15 grudnia 1945 roku na scenie Teatru Powszechnego im. Wojska Polskiego w Krakowie i występował tam do roku 1946. W sezonie 1946-1947 grał w Teatrze Kameralnym TUR.

 

Od roku 1947 jest nieprzerwanie aktorem Teatru im. Juliusza Słowackiego, gdzie zagrał około 150 ról. Wielokrotnie nagradzany, dwukrotny zdobywca Złotej Maski w plebiscycie "Dziennika Polskiego" na najpopularniejszego aktora Krakowa (1965, 1966). Występuje też w Teatrze TV, w teatrze radiowym i w filmach. Przez wiele lat był związany z kabaretem Jama Michalika. Po przejściu na emeryturę w 1991 roku jest nadal czynny zawodowo. Obecnie można go oglądać w naszym Teatrze w Idiocie F. Dostojewskiego i w Dziadach. Gustaw Konrad A. Mickiewicza oraz w spektaklu "Kordian".

 

Marian Cebulski został nagrodzony złotym Gloria Artis przez Ministra Kultury Kazimiarza Michała Ujazdowskiego w trakcie koncertu galowego kończącego Festiwal Dramaty Narodów w 150. rocznicę śmierci Adama Mickiewicza 26 listopada 2005.

 

---------------------------------------

 

Kurtyna się podnosi

Na 85-lecie MARIANA CEBULSKIEGO

 

 Kiedy w 1947 roku teatry Kameralny i Powszechny zostały rozwiązane, matka zapytała Mariana: – Co ty teraz będziesz robił synku? –Zaangażowałem się do Teatru im. J. Słowackiego. – Nie żartuj sobie ze starej matki. – Pokazał więc pisemny angaż. – Jezus Maria! To niemożliwe! Lecę do kościoła pomodlić się.

Teatr m. J. Słowackiego to była wtedy świętość, prawdziwa świątynia teatralna. Najlepszy teatr w Krakowie, ba, jedna z pierwszych scen teatralnych w Polsce. Marian Cebulski jest wciąż aktorem tego teatru, od paru lat już mniej formalnie, na umowie o dzieło, ale gra w trzech sztukach. 62 lata w jednym teatrze, to dzisiaj rekord trudny do pobicia, a dla wielu, zwłaszcza współczesnych młodych aktorów takie przywiązanie do jednej sceny wydaje się czymś dziwnym, niezrozumiałym.

Powojenną działalność teatr przy placu Św. Ducha rozpoczął od przedstawienia Uciekła mi przepióreczka w reżyserii Juliusza Osterwy. Do teatru powrócili między innymi Mieczysława Ćwiklińska, Zofia Jaroszewska, Jerzy Leszczyński, Jan Kurnakowicz, Ludwik Solski. Pojawili się nowi: Helena Chaniecka, Halina Gryglaszewska, Halina Mikołajska, Zofia Niwińska, Marta Stebnicka, Gustaw Holoubek, Tadeusz Łomnicki, Adam Hanuszkiewicz. Z teatrem współpracowali scenografowie Andrzej Pronaszko, Andrzej Stopka, Karol Frycz, Tadeusz Kantor i reżyserzy, m.in. Bronisław Dąbrowski (dyrektor teatru w latach 1947-1950 oraz 1955-1972), Władysław Krzemiński, Jerzy Ronard Bujański, Janusz Warnecki.

Marian Cebulski był ważnym i znaczącym aktorem tej sceny. Odnalazł ducha tego teatru, którego wszyscy aktorzy poszukują, ale nie wszystkim udaje się z nim spotkać. Wystąpił w blisko 200 rolach! To m.in. syn w sztuce Hikmeta Pierwszy dzień święta, Jasiek w Weselu, Piotrek w Popasie Króla Jegomości A. Drzymały-Siedleckiego, Sganarel w Don Juanie Moliera, Don Bazylio w Cyruliku Sewilskim P. Beaumarchais, Żołnierz Samochwał w komedii Plauta. Kilka jego ról zostało nagrodzonych, np. Sczastliwcew w sztuce Ostrowskiego Las czy Hummel w Przygodzie z Vaterlandem Kruczkowskiego. Stworzyl ciekawe kreacje w sztukach Kisielewskiego W sieci, Gorkiego Jegor Bułyczow i inni, w Rewizorze Gogola (Horodniczy). Pozostał wierny tej scenie, mimo kuszących warszawskich propozycji ze strony Dejmka, Axera. Jeździł na rozmowy, dziękował za propozycje i – wracał do Krakowa. Dostał też ofertę pracy od Jana Pawła Gawlika i Stanisława Radwana w Starym Teatrze, ale odpowiedział: – Stasiu, z tonącego okrętu, tylko szczury uciekają. – Brawo, Marianie! – odpowiedział Radwan i uściskał kolegę.

– Zostałem w Krakowie, bo tu zawsze było mi dobrze. Dużo grałem, piękne role. No i Kraków, moje ukochane miasto. Całe życie sprowadza się właściwie do ulicy, domu w którym mieszkasz, miejsc, które kochasz, kolegów, przyjaciół. – Jest jednym z najpopularniejszych aktorów, cieszy się sympatią krakowian. W latach 1965 i 1966 został laureatem Złotej Maski w plebiscycie „Dziennika Polskiego”. 25 marca ukończył 85 lat co mogłoby go nastrajać nostalgicznie. Melodia wspomnień bywa wszak patetyczna, czasem ma się poczucie niespełnienia. Pan Marian jest daleki od takich nastrojów. – Było, minęło. Nostalgia zawsze człowiekowi towarzyszy. Czar przeszłości, jak pisał Słonimski, polega na tym, że minęła. Coraz częściej mam poczucie, że nasze doświadczenia są nieprzekładalne, mają swój czas.

Ten dystans do siebie i świata sprawia, że mówiąc o swoim długim życiu inaczej rozkłada akcenty. Mam wrażenie, że równie ważne jak teatr są dla niego okruchy wspomnień z czasów okupacji, traumatyczne przeżycia w obozie w Płaszowie, gdzie był zakładnikiem i gdyby w Krakowie wybuchło powstanie, zostałby rozstrzelany, teatr podziemny, nauka rzemiosła aktorskiego w Studio Teatralnym przy Starym Teatrze, kabaret w Jamie Michalikowej, stadion Cracovii.

Urodził się na Krzemionkach. Ojciec był wojskowym i miłośnikiem teatru. W jednostce prowadził teatr amatorski, w którym grał i reżyserował, a członkami zespołu była cała rodzina: mama, siostra i syn Marian. To były jego pierwsze teatralne kroki, potem teatr podziemny. W 1942 roku, w kawiarni Rolada przy ul. Lubicz 3 poznał twórcę Krakowskiego Teatru Podziemnego Adama Mularczyka i Wiktora Sadeckiego, którzy namówili go do udziału w tym teatrze. Mularczyk założył go we wrześniu 1940 roku i prowadził przez całą wojnę do 17 stycznia 1945 roku. W zespole składającym się z blisko 100 osób znaleźli się profesorowie, literaci, aktorzy i entuzjaści teatru. Byli wśród nich: Marian Friedman, Wiesław Gorecki, Tadeusz Kwiatkowski, Juliusz Kydryński, Jerzy Merunowicz, Halina Mikołajska, Jerzy Passendorfer. Pracowali w 20. zakonspirowanych lokalach rozrzuconych po całym mieście. Wykłady, ćwiczenia teoretyczne, warsztatowe, próby aktorskie i przedstawienia. Dla imiennie zaproszonych gości zaproszenia roznosili członkowie zespołu.

Ogółem zorganizowano 16 przedstawień, w tym 8 premier. Obejrzało je 2000 widzów. Repertuar obejmował m.in. Wesele Wyspiańskiego (premiera 21 III 1941 przy ul. Lea 41 m.5), Zemstę Fredry (premiera 28 V 1944 przy ul. Kanoniczej 6, w stolarni), Werbel domowy J. K. Gregorowicza (premiera 3 X 1943 przy Floriańskiej 15), Niespodzianka K. H. Rostworowskiego (premiera 28 V 1944 przy Kanoniczej). Po wojnie, w 1947 roku Adam Mularczyk zgłosił działalność Krakowskiego Teatru Podziemnego w ZASP-ie, przedkładając siedem tomów bogato ilustrowanej Kroniki teatru, w opracowaniu której brali udział członkowie zespołu. Po tym zgłoszeniu Mularczyk otrzymał zezwolenie na wydanie członkom teatru specjalnej legitymacji. Pan Marian pokazuje mi swoją, nr 28, z nadrukiem „Krakowski Teatr Podziemny, 1940-1945” i pieczątką Zarząd Główny Związku Zawodowego Artystów Scen Polskich.

– W 1945 roku Kraków stał się prawdziwym centrum kulturalnym Polski. Ocalały budynki teatralne, mieszkania, w których znaleźli schronienie uchodźcy z Warszawy i przybysze ze Wschodu, no i – mimo wojennych strat – zachowało się środowisko twórcze, które przystąpiło do odbudowy życia artystycznego. Ważną rolę odegrały nowe, utworzone w czasie wojny w konspiracyjnych warunkach grupy młodych twórców, by przypomnieć tylko zespoły Kotlarczyka czy Kantora. Wychodziliśmy z koszmaru wojny pełni nadziei i zapału do pracy. Było biednie, ale mieliśmy w sobie entuzjazm, nieprzepartą chęć działania.

Kiedy w styczniu 1945 roku powstało Studio Aktorskie przy Starym Teatrze, zgłosiło się ponad 100 osób. Byli wśród nich: Irena. Babel, Anna Lutosławska, Marta Stebnicka, Halina Mikołajska, Tadeusz Łomnicki, Andrzej Szczepkowski, Tadeusz. Schmidt, Kazimierz Mikulski (bardziej znany jako malarz i scenograf), Wiktor Sadecki, Stanisław Zaczyk, Jerzy Passendorfer, Andrzej Hiolski (późniejszy świetny baryton). Zajęcia prowadzili: Maria Biliżanka, Maria Dulęba, Halina Gallowa, Zofia Małynicz, Juliusz Osterwa, Jerzy Warnecki. Wykładali: J. R. Bujański, A.E. Balicki, W. Gorecki, W. Horzyca, T. Kantor, L.H. Morstin, A. Pronaszko, K. Wyka.

– To byli prawdziwi mistrzowie. Dulęba mówiła mi: będziesz aktorem dramatycznym, a Warnecki: będziesz komikiem. Nie tylko nauczyli nas rzemiosła, ale odsłonili tajemnicę teatru jako sztuki, która zdaje egzamin w zbiorowym przeżywaniu. Jak mawiał Osterwa: teatr stworzył pan Bóg dla tych, którym nie wystarcza kościół. Marta Stebnicka, koleżanka ze Studia:– Zapamiętałam Mariana z tamtego okresu jako niesłychanie napalonego na teatr, na granie, jakby świat inny nie istniał.

Już w pierwszych miesiącach zaczął występy na scenie prowadzonej przez Karola Adwentowicza. Jedną z ciekawszych ról, jaką tam zagrał, był Montek w prapremierowym przedstawieniu Dwóch teatrów Szaniawskiego. Sztuka zrobiła na nim ogromne wrażenie, miał też okazję poznać autora, który zjawił się na prapremierze. Potem był Teatr im. Wojska Polskiego, a w latach 1946-1947 Teatr Powszechny TUR (Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego), po rozwiązaniu którego znalazł się na całe życie w Teatrze im. J. Słowackiego.

Role teatralne przyniosły mu dużą popularność, ale na to, że jest od lat jednym z najbardziej znanych aktorów w Krakowie, duży wpływ miały jego występy estradowe. Przez kilka lat występował z Wiktorem Sadeckim na różnych estradach jako jeden z braci Gzymsików. Brał udział we wszystkich programach Jamy Michalikowej – kabaretu literackiego, który powstał z inicjatywy Tadeusza Kwiatkowskiego, Brunona Miecugowa i Jacka Stwory. To był w tamtym czasie (1965-1991) pełnokrwisty kabaret. Ostre dowcipy, aluzje polityczne, świetni aktorzy, ciągłe kłopoty z cenzurą i niebywałe powodzenie wśród widzów, którzy przyjeżdżali do Jamy także z innych miast. Pan Marian wspomina, że bilety do kabaretu były cenniejsze od szynki...

Bruno Miecugow: – Marian był podporą kabaretu, nie tylko solidnie traktował swoją robotę, ale był też świetnym organizatorem. No i był wolny od zazdrości o brawa i śmiech publiczności. Marta Stebnicka: – Marian miał wrodzone poczucie humoru, świetnie opowiadał dowcipy. Razem z Witusiem (Sadeckim) potrafił uratować nas w najbardziej stresowych sytuacjach.

– Wie pan, często się zastanawiam, dlaczego dzisiaj nie ma w Krakowie, ba, w Polsce kabaretu literackiego. Przecież nie ma cenzury, wszystko wolno, tematów nie brakuje. Coś się chyba zmieniło w naszym życiu. Zmieniła się publiczność. Kiedyś chodziła do kabaretu, by łapać aluzje, co między wierszami, a nawet po to, by smakować frazy. Dzisiaj nikomu się nie chce doszukiwać drugiego dna. Być może ludzie są zmęczeni codziennym życiem i dlatego poczucie humoru jako rodzaj inteligentnego postrzegania świata nie ma wzięcia.

Z Marianem Cebulskim mamy obok teatru także inną wspólną pasję – piłkę nożną. Obaj jesteśmy kibicami, pan Marian Cracovii, a ja Wisły. Czasem sobie dokuczamy, ale w granicach poprawności. I obaj nie chodzimy już na mecze, bo – jak słusznie mówi – „Nie mam ochoty dostać w m...”. Przyjaźnił się z wieloma piłkarzami Cracovii, ale także Garbarni i Wisły, np. z Mieczysławem Graczem czyli popularnym „Mesu”. Tadeusz Parpan, legenda Cracovii organizował wigilie u Wierzynka, na które przychodzili nie tylko piłkarze Cracovii, ale także Wisły, Garbarni. Docinali sobie, wspominali cwaniackie zagrania z boiska, żartowali i były to – jak pan Marian mówi – cudowne, urocze spotkania.

– Mecze Wisły z Cracovią to była „święta wojna”, ale też towarzyskie party, wśród widzów było wielu profesorów, artystów, panowała świetna atmosfera. Podczas jednego meczu siedzieliśmy razem z Sadeckim, a parę rzędów wyżej siedział znany aktor Tadziu Wesołowski. Cracovia przegrywała 0:1, ale w pewnym momencie wyrównała z rzutu karnego. Wesołowski macha do nas rękami i woła: „nasi górą”. A na to Witek Sadecki: – Ale karnego nie było. Na co Wesołowski ze złością: – Pan się g... zna na piłce. – Witek: – Marian to samo mówi. Po tych słowach zaskoczony Wesołowski spojrzał na mnie spode łba, a wiedział, że jestem kibicem Cracovii tak jak i on, i z niesmakiem wykrzyczał: –A pana ostatnia rola była do d...

Derby derbami, ale równie popularne były przed laty mecze piłkarskie między aktorami a dziennikarzami i literatami. To było prawdziwe show, widownia przepełniona, dowcipni konferansjerzy Tadeusz Oszast i Bruno Miecugow, znakomita atmosfera. W roli bocznych sędziów piękne, kuso ubrane aktorki Jedna z nich, Marta Stebnicka sędziowała razem ze swoim psem, który bardzo lubił bawić się piłką. I kiedy piłka wędrowała pod bramkę aktorów spuszczała boksera...

Sześćdziesiąt kilka lat na scenie, występy u boku największych gwiazd polskiego teatru, zmieniające się czasy, hierarchie wartości, kryteria, nasza wrażliwość i pogłębiająca się szczelina międzypokoleniowa. Czy możliwy jest dzisiaj teatr bez nachalnego uwspółcześniana, za to z prawdziwymi emocjami?

– Wypowiadać się staremu aktorowi na temat współczesnego teatru jest trudno, bo my, starzy, żyjemy wspomnieniami dawnego teatru, kiedy byliśmy popularni, lubiani, nagradzani i ten teatr był dla nas znakomity, bo nam było w nim dobrze. Rozumiem, że nie można dzisiaj grać jak dawniej, niemożliwe jest proste odtwarzanie. Ale chyba możliwe jest wystawianie np. klasyki tak, żeby była konfrontacją postaw sprzed lat z dzisiejszymi wyborami i zmianami dokonywanymi podczas kolejnych lektur, inscenizacji, bez potrzeby odrzucania wszystkiego. Przecież taki Czechow, Gogol są wciąż aktualni, bo teatr zajmuje się człowiekiem, a jego sytuacje życiowe są wypadkową narodzin i śmierci, miłości i nienawiści. To świat się zmienił, niekoniecznie na lepsze. Może nie powinienem się do tego przyznawać, ale tęsknię za teatrem, w którym duchy chodzą naprawdę, ale nie skrzypią, w którym co prawda strzelba wisi na ścianie, ale nikt z niej nie robi użytku. Jest duża scena, są kotary. Lubię piękny dźwięk gongu, który zawsze robi na mnie wrażenie. Jest w tym coś odświętnego – kurtyna się podnosi i zaczyna się teatr...

Kazimierz Targosz

 

Adres: pl. Św. Ducha 1, 31-023 Kraków centrala: 12 424 45 00, 12 424 45 11, 12 424 45 44 e-mail: